Gdy sobie przypomnę jeszcze nie tak odległe przecież czasy, ustrzycki hufiec ZHP stawiany był za wzór. W najlepszym okresie zrzeszał nawet do 800 harcerzy i zuchów. W chwili obecnej trudno pewnie było by doliczyć się 150 członków. Co się stało, że w przeciągu kilku zaledwie lat organizacja, która świeciła przykładem pod względem organizacyjnym, przygotowania merytorycznego instruktorów tak podupadła. Czyżby zabrakło determinacji w działaniu, może pomysłu jak harcerstwo w obecnych czasach ma wyglądać. A może względy ambicjonalne kolejnych komendantów hufca wzięły górę nad treścią. W tej chwili ustrzycki hufiec stanął przed murem. Cofnąć się już nie da. Tylko rozbicie tej ściany niemocy, ponowna konsolidacja, praktyczne codzienne wcielanie w Zycie zasad przyrzeczenia harcerskiego i przede wszystkim powierzenie prowadzenia tej organizacji osobie, która będzie chciała a nie musiała to robić być może doprowadzi do tego, że nie przepadnie to co przez dziesiątki lat z mozołem było wypracowywane i wdrażane w życie.
Początek problemów – 2004 rok
O problemach w bieżącej działalności hufca zaczęło się już mówić w 2004 roku. Ówczesny komendant Konrad Białowąs albo nie potrafił, albo nie chciał, albo też nie miał pomysłu jak poprowadzić hufiec. Zresztą już sam fakt, że odkupił sam od siebie za organizacyjne pieniądze dziesięć karabinków do Paintball-a mówi samo za siebie. Trzeba dodać, że jak na przecież skromne możliwości tej organizacji kwota 9 tys. zł. była wydatkiem ogromnym. Zresztą jak udało mi się ostatnio dowiedzieć jest on skłonny odkupić ponownie od hufca te karabinki ale już tylko za tysiąc zł. Dziwić może fakt, że nie wzbudziło to w tym czasie zaniepokojenia rewidentów chorągwi. W tym tez czasie zaczęło się powolne umieranie Stebnika.
 |
Dziesięciohektarowej Stanicy, która jeszcze nie tak dawno w okresach letnich tętniła życiem i wypoczywała tam harcerska brać praktycznie z całej Polski. Komendant Białowąs był ostatnim statutowym Komendantem ustrzyckiego hufca, czyli wybranym przez zjazd. Wszyscy następni sprawowali tę funkcję jako pełniący obowiązki. Po dość – delikatnie mówiąc- niefortunnym prowadzeniu hufca przez hm. Białowąsa i jego odwołaniu przez Komendę Chorągwi obowiązki te powierzono Halinie Armacie. Wybór ten również okazał się źle trafionym bo i ona po pewnym czasie została odwołana. Za jej usprawiedliwieniem może przemawiać fakt, że po reorganizacji szkoły w Bandrowie będąc nauczycielką została bez pracy i środków do życia. W dniu dzisiejszym pracuje w szkole w Strzyżowie.
Od tej chwili miałoby być dobrze
Kolejnym Komendantem, któremu powierzono pełnienie obowiązków została Anetta Rogalińska. Obowiązki te objęła w listopadzie 2007 roku. Po dość niefortunnym wyborze dwojga poprzednich komendantów wydawało się, że kandydatura hm. Rogalińskiej jest tą, na którą hufiec od dawna czekał. Doświadczenie w pracy harcerskiej, znajomość specyfiki funkcjonowania hufca dawały nadzieję, że tym razem wybór był trafny i może być tylko lepiej. Niestety nie wiem czy nad ustrzyckim hufcem ciąży jakieś fatum, bo atmosfera zamiast się poprawić zaczęła coraz bardziej gęstnieć. Mam przed sobą pismo hm. Rogalińskiej „KHUD-3/2008 z dnia 28.08.2008” skierowane do hm. Władysławy Domagała Komendantki Chorągwi Podkarpackiej. Mogę z niego tylko wnioskować, że odpowiada ono na postawione jej zarzuty przez Chorągiew. Nie udało mi się skontaktować z hm. Domagałą. Trudno więc jest się odnieść do odpierających zarzuty odpowiedzi, których udzieliła hm. Rogalińska. Gdyby tylko chcieć ocenić funkcjonowanie hufca na podstawie udzielonych przez nią odpowiedzi, to można by je określić tylko jednym słowem- wzorcowe. Wszyscy jednak wiedzą, że tak nie jest. Dziwić w tym miejscu może bierność i bezczynność powołanego z inicjatywy burmistrza Komitetu Przyjaciół Harcerstwa. Od sierpnia, kiedy to wpłynęło do Urzędu Miasta nikt się tym co się w hufcu dzieje nie zainteresował. Dziwi to tym bardziej, że wiceburmistrz Jacek Przybyła od wielu lat działał w harcerstwie i problematyka ta nie jest mu obca. Czyżby został powołany kolejny fasadowy twór. Tylko czemu ma on służyć. Po tylu niedobrych przecież doświadczeniach z kilku ostatnich lat, nie wyciągnięto żadnych wniosków. Być może zabrzmi to jak patos ale można odnieść wrażenie, że ustrzyckie harcerstwo umiera.
 |
Na spotkanie zorganizowane w dniu 5 grudnia w siedzibie hufca przez hm. Jana Słupka przybyło zaledwie kilkanaście osób. Nie wzięła w nim udziału hm. Aneta Rogalińska. O czymś to mówi.
Jest jeszcze jakaś nadzieja
Z dyskusji która się tam toczyła można było odnieść wrażenie, że Pani Komendant obraziła się na hufiec, na Komendę Chorągwi i na całe harcerstwo w ogóle. Kielichem goryczy miał się okazać artykuł zamieszony w październiku w „Nowinach”. Może to dziwić, bo przecież autor artykułu nie przekreśla całego dorobku hm. Rogalińskiej. Zastanawia się tylko nad przyczynami, które doprowadziły do tego, że w hufcu zaczęło dziać się nienajlepiej. Jedno jest pewne druhna Anetta nie jest sama. Można to było zauważyć na wspomnianym już spotkaniu. Stoją za nią murem jej podwładni. Ba, daleko idąca pomoc zaofiarował jej pełniący komisaryczny nadzór nad hufcem z ramienia Komendy Chorągwi hm. Jan Słupek. Warunek jest tylko jeden, Komendant Rogalińska musi chcieć się spotkać ze swoimi harcerzami i poprowadzić hufiec do przyszłorocznego zjazdu oraz wyboru nowego komendanta. Być może właśnie jej. Zadanie to wydaje się tym bardziej ułatwione, że ma ona wsparcie wśród swoich podwładnych, którzy 16 października zaraz po ukazaniu się artykułu w „Nowinach” napisali list do Komendy Chorągwi w swojej treści broniący przełożonej i koleżanki. List być może pompatyczny i trochę nadęty ale wydaje się być autentycznym odczuciem, być może spowodowanym emocjami ale i solidarnością ze swoją koleżanką.
 |
Żałuję, że nie udało mi się porozmawiać z Anettą Rogalińską. Jej telefony stacjonarny i komórkowy w dniu 6 grudnia uparcie milczały. Mogę więc tylko przypuszczać z analizy materiałów, którymi mogłem się posłużyć, że do tak złej sytuacji w hufcu doprowadziły względy najgorsze jakie można było by sobie wymyślić. Można by je krótko określić, wygórowanymi ambicjami tak Komendantki Hufca z jednej strony, jak i Komendy Chorągwi z drugiej. Hierachiczność w harcerstwie nie musi zawsze oznaczać monopolu na rację i podporządkowanie. System ten powinien działać w obie strony i nie tylko na zasadzie rozkazu ale tez porozumienia i zrozumienia racji właśnie tej drugiej strony.
Od przybytku głowa jednak boli
Innym problemem hufca, co może zabrzmieć dość paradoksalnie jest jego niemały majątek. Majątek, który jeszcze do 2003 roku był bardzo dobrze zarządzany. 10- hektarowa stanica w Stebniku w najlepszych okresach, kiedy wypoczywała na niej harcerska młodzież z całej Polski potrafiła przynosić po Akcji Letniej do 80 tysięcy zł. czystego zysku. W latach chudszych kwota ta wahała się w granicach 30 tysięcy zł. Pieniądze te pozwalały na bieżące prowadzenie działalności statutowej, na wymianę i doposażenie w sprzęt i umundurowanie. Ze środków tych wspólnie z Urzędem Miejskim organizowano turnusy letnie dla niezamożnej młodzieży i dzieci z terenu gminy. Od kilku lat brak zainteresowania i nadzoru kolejnych komendantów doprowadził do tego, że miejsce to przedstawia bardzo ponury widok. Porozbijane i rozebrane wieżyczki strażnicze, zniszczona infrastruktura sanitarna. Pozostała jedynie ścianka wspinaczkowa, która niebawem ma zostać rozebrana gdyż bez odpowiedniej, fachowej opieki korzystanie z niej może grozić wypadkiem i kalectwem. Teren gdzie kiedyś stały namioty, kuchnie, sanitariaty, gdzie tętniło życie obecnie przypomina krajobraz księżycowy rozjechany kołami samochodów terenowych. Na początku listopada 2008 roku Komenda Chorągwi Podkarpackiej wystąpiła do Komendy Powiatowej Policji w Ustrzykach Dolnych o ustalenie sprawców naruszenia i niszczenia mienia ZHP. W rozmowie ze mną Aleksander Lubas zastępca Komendanta KP Policji w Ustrzykach potwierdził, że takie zgłoszenie wpłynęło, prowadzone jest dochodzenie i wytypowano już potencjalnych sprawców. Kiedy 5 grudnia z hm. Janem Słupkiem zjechaliśmy na stanicę w Stebniku zastaliśmy tam trzy samochody terenowe ośrodka wypoczynkowego „Olimp” z Ustrzyk Dolnych i bawiąca się w „wojnę” młodzież. Pomimo tego, że mówiono już wcześniej iż to kierownictwo właśnie tego ośrodka organizuje wyprawy swoich uczestników na Stebnik, pomimo ze prowadzone jest dochodzenie w tej sprawie to proceder ten uprawiany jest nadal. Siła szybkiego i łatwego zarobku przebiła siłę rozumu i rozsądku. Z tego co mi wiadomo sprawa znajdzie swój epilog w sądzie a harcerze przynajmniej w części zrekompensują sobie poniesione straty.
 |
Innym problemem, bo o problemie możemy tu mówić jest osiemdziesięciu arowa działka i magazyn hufca na „Strwiążu”. Konkretnie jego zawartość. Obejrzałem to, choć Jan Słupek niechętnie i z oporami mi go pokazał. I tu go rozumie. Niełatwo jest pokazywać coś co tak na dobrą sprawę nie powinno ujrzeć światła dziennego, tym bardziej osób postronnych. Jeżeli jeszcze przez 10 lat było się Komendantem tego hufca to bez względu na to co by się nie działo to solidarna więź ze środowiskiem jednak pozostaje. To co zobaczyłem nie przypomina mi żadnego innego magazynu harcerskiego, a widziałem ich w życiu przynajmniej kilka. Miałem okazję zobaczyć ten magazyn po raz pierwszy jeśli dobrze pamiętam w 2000 roku po zakończonym obozie na Stebniku, kiedy robiłem materiał dla radia. Tamten nie przypominał tego, ten nie przypomina tamtego. W tamtym wszystko równiutko poukładane na pułkach i regałach. W tym już od wejścia w nozdrza uderza zapach stęchlizny gnijących namiotów. W pomieszczeniu gdzie składowano wyposażenie kuchenne obozu panuje ogólny bród i bałagan. Z tych dobrych czasów pozostały tylko kartki wypisane ręką druhny Grażyny Słupek co się w danym miejscu znajduje i ile tego jest. W tym miejscu mija się z prawdą, delikatnie mówiąc hm. Rogalińska informując Komendę Chorągwi o wykonanym dużym wysiłkiem wielu harcerzy porządku w magazynie. Chyba, że pokazano mi zupełnie inny magazyn. Nie ma co- jak mówi hm. Słupek- kopać się z koniem. Mleko się wylało. Ważne by z tego co jeszcze zostało udało się cokolwiek uratować. Warunki ku temu są. Jest w dalszym ciągu miejsce na Stebniku i reaktywowanie stanicy przy wysiłku całego hufca jest możliwe. Do 2011 roku jest aktualna umowa ze Spółdzielnią Mieszkaniową Pionierska na dzierżawę pomieszczeń Komendy Hufca. Wymaga to jednak systematycznego płacenia wszystkich należności. Jest też wydaje mi się możliwe poprawne ułożenie relacji Komenda Hufca- Komenda Chorągwi, pod warunkiem , ze obie strony będą tego chciały. Jeżeli ustrzycki hufiec ma przetrwać, to przed jego harcerzami ogrom pracy. Nikt nie dopuszcza tutaj myśli, ze mógłby zostać rozwiązany.