W numerze 13 „Naszych Połonin” redaktor Wiesław Stebnicki w art. „Komu mleczarnia, komu?” odważył się poruszyć temat kompromitujący Ustrzyki a głównie ustrzyckich notabli. Jak to się stało, że oddana do ruchu w 1993 r. gigant-mleczarnia w Ustrzykach nie rozpoczęła produkcji, została roztrwoniona i zmarnowana a jej resztki do dziś nie wiadomo jak zagospodarować.
Jak mi wiadomo, mleczarnia ta powstała z inicjatywy ustrzyckiego posła PSL Wrony i była gorąco wspierana przez ówczesnego burmistrza Ustrzyk Korczaka oraz byłego wicewojewodę krośnieńskiego Pęzioła. Inwestycja kosztowała około 40 mld „starych złotych”. Finansował ją BGŻ z Leska a prace budowlane wykonało leskie PBRol. Należy podkreślić, że wyposażenie mleczarni (agregaty chłodnicze, zbiorniki mleka, chłodziarki, przewody i pompy były wykonane ze stali nierdzewnej i aparatura elektryczna) stanowiły około ¾ wartości całej inwestycji.
Pan redaktor nie pisze jak można było zapobiec tym stratom i czy coś robiono w tym zakresie. Czy interesował się tą chybioną inwestycją NIK lub prokuratura? W czasie trwania budowy było już wiadome, że na skutek dziwnej polityki ówczesnego rządu padło gros PGR-ów i gospodarstwa wojskowe, które miały być m. in. dostarczycielami mleka do mleczarni. A więc wiadomo było, że nie będzie potrzebnej ilości mleka a mimo tego kontynuowano budowę mleczarni. Przecież można było zatrzymać, po zakończeniu robót budowlanych, wyposażenie mleczarni w bardzo drogi sprzęt. Wówczas straty byłyby mniejsze a wybudowane pomieszczenia można było wykorzystać np. na magazyny. Tego jednak nie zrobiono i zmarnowano olbrzymie pieniądze podatników. Dyrektor BGŻ śp. Mieczysław Buziewicz, martwił się zaistniałą sytuacją. Wiedział, że zanosi się na katastrofę lecz najeżdżany często przez ustrzyckich działaczy godził się na finansowanie tej beznadziejnej budowy.
Wówczas to wg notabli ustrzyckich mleczarnia, kombinat w Ustianowej oraz olbrzymi szpital tworzyły łańcuch zakładów decydujących o dynamicznym rozwoju Ustrzyk, władzom zaś Ustrzyk marzyło się panowanie nad Bieszczadami. Często chwalono się przyrostem zatrudnienia w Ustrzykach i stwarzano w mediach atmosferę: „Ustrzyki stolicą Bieszczadów”.
Na przełomie wieków gdy przystąpiono do tworzenia powiatów, ustrzyckie władze wspierane przez swego patrona Pęzioła z Warszawy w podstępny sposób „wykolegowały” nieudolnych burmistrzów z Leska i Ustrzyki zapanowały nad Bieszczadami. Ustrzyczanie triumfowali. W mieście bawiono się z okazji osiągniętego sukcesu pijąc na pohybel Leska. Euforia ustrzycka długo nie trwała. Wkrótce okazało się, że Bieszczadami rządzą lesczanie, którzy doprowadzili do powstania powiatu leskiego. Obecnie w Bieszczadach są dwa powiaty, które rywalizują ze sobą, co wychodzi Bieszczadom na dobre.
Mineło kilkanaście lat:
– z gigantycznej ustrzyckiej mleczarni pozostały tylko budynki oraz olbrzymie straty finansowe,
- Ustjanowa – olbrzym Bieszczadzki z powodu braku surowca rozpadł się na kilka małych zakładzików, jedną z hal wykorzystano do segregacji odpadów, a reszta to ruiny,
- olbrzymi ustrzycki szpital, za duży jak na istniejące potrzeby z trudem walczy o utrzymanie się.
Ustrzyki wyludniają się powoli. W ten sposób skończyły się marzenia władców Ustrzyk o potędze i panowaniu nad Bieszczadami.
Opisana działalność gospodarcza Ustrzyk to klasyczny przykład określany złośliwie przez Niemców jako „polnische Wirtschaft” (polska gospodarka w pejoratywnym tego słowa znaczeniu). „Straszni mieszczanie” z Leska jak nas nazywa redaktor Stebnicki wyciągnęli z opisanych wydarzeń wnioski. Czy ustrzyczanie również tego dokonali? Przyszłość pokaże.
Jan Lewicki
Ps. Zgadzam się z redaktorem Stebnickim, że dla rozwoju miasta czy powiatu decydującym czynnikiem jest nie historia lecz inwestycje dające pracę ludności tam mieszkającej i nie tylko. Działania Leska idą w tym kierunku co widać w Lesku i jego okolicach oraz w powiecie. Ponadto nie jest ważnym fakt, że w Lesku jest około 3 tyś. ludzi mniej niż w Ustrzykach. Na przykład w Nowym Jorku mieszka około 12 mln ludzi lecz USA rządzi Waszyngton gdzie mieszka „tylko” ok. 3,5 mln ludzi, tak że nie ilość jest ważna w tym przypadku lecz jakość, Panie redaktorze Stebnicki.
|