Nasze POŁONINY - Bieszczadzkie Czasopismo Regionalne Artykuły Forum dyskusyjne Galerie Ogłoszenia 
Baza noclegowa   Baza gastronomiczna   Dyżury aptek   Rozkład jazdy autobusów   Plan miasta
Strona główna

Archiwum
Pisane w Bieszczadach
Szukaj w serwisie:
Redakcja

Kontakt

    Gazeta / moduły
    Serwis internetowy

    Baza noclegowa

Artyku³y » ~ Archiwum » [10/122] Bez przebaczenia
Wiesław Stebnicki - Redaktor Naczelny 'Naszych Połonin'
Przez trzydzieści trzy lata jakie przepracowałem tylko siedem- osiem to praca w państwowej firmie. Reszta to praca na własny rachunek. Na własny rachunek czyli jednocześnie w stałym kontakcie z szacowną firmą pod nazwą Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Kontakt z tą firmą to niestety nic miłego. Po pierwsze trzeba płacić spore pieniądze nie mając nic w zamian. Dopiero teraz ma się własne konta w ZUS, są zniżki dla rozpoczynających działalność. Po drugie ZUS prywaciarzowi w tamtych czasach nic nie dawał. Prywaciarz praktycznie nie miał prawa chorować, nie miał prawa iść na rentę jeśli przyznano mu tak zwaną trzecią grupę. Słowem płacz i płać. Płaciłem więc kiedy musiałem, kiedy mogłem uciekałem w agencje, ajencje itp. Tak robił wtedy każdy prywaciarz ponieważ nikt nie lubi być robiony w przysłowiowego durnia. W końcu przyszła reforma ZUS i wyliczanie tzw. kapitału początkowego. Nie wiem czy taki kapitał został mi wyliczony, ja bowiem nie brałem w tym udziału. Jednak pewnego pięknego dnia otrzymałem z ZUS pismo, w który poinformowano mnie, że wypadku gdybym poszedł na rentę w tej chwili otrzymałbym z ZUS 63 zł, zaś po osiągnięciu wieku emerytalnego otrzymam z ZUS – jak wynika z wyliczenia na ten rok- 160 zł. Kupa kasy. Nie zaskoczyło mnie to jednak bo ZUS-owi nigdy nie wierzyłem i nie wierzę. Mimo iż mi to rozradzano zapisałem się także do drugiego filaru ubezpieczeniowego. Tam przynajmniej nic z moich odłożonych pieniędzy nie przepadnie. Jednak ZUS nie lubi się z nikim dzielić pieniędzmi i ustami premiera obciął składkę na drugi filar do śmiesznych 3,5%. To mnie i tak nie zniechęciło bo prócz tego odkładam sobie pewną sumę na poczet przyszłej emerytury w banku. Ciekawe kiedy i w jaki sposób ZUS się do tej kasy dobierze. A to, że będzie próbował nie podlega wątpliwości.

W 2003 roku, czyli osiem lat temu, żona poszła do państwowej pracy, ja na zasiłek. Sprzedaliśmy dom w który mieścił się sklep. Tym samym rozwiązaliśmy firmę działająca dobrych kilka lat. Oczywiście likwidacja firmy to formalnie żaden problem. Wyprzedaliśmy towar, pozapłacaliśmy wszystkie faktury, składki ZUS i co tu dużo gadać, poczuliśmy się wolni i szczęśliwi. Bo jak mówi przysłowie człowiek cieszy się jak firmę zakłada i jeszcze bardziej się cieszy jak ją likwiduje. Jednak sumienie mnie gryzło bo niby składki do ZUS odprowadziłem, ale czy jestem czysty. Każdy kto wypełnia deklaracje ZUS-owskie wie, iż tylko cudotwórca może o sobie powiedzieć, że zrobił to prawidłowo. Zapakowałem więc żonę do samochodu i pojechaliśmy do oddziału ZUS w Sanoku. W pokoju pełnym urzędniczek przeliczano nasze składki. Robiły to dwie panie. Robiły bardzo skrupulatnie bo w ZUS- sie spędziliśmy blisko trzy godziny. Rzecz jasna wyszło na to, że zaistniała pewna niedopłata. Kwota niedopłaty to jakieś czterysta zł. Uregulowaliśmy tą niedopłatę i otrzymaliśmy druczek, który nas rozgrzeszał ze wszystkiego i głosił wszem i wobec, że nic ZUS-owi nie zalegamy. Uważałem, że to mój ostatni kontakt z tą firmą. Jednak trzy lata później w czasie pracy u jednego z posłów poprosiłem go, tak dla pewności by poprosił znajomego szefa ZUS, o sprawdzenie czy naprawdę jestem czysty. Jakież było moje zdumienie gdy dowiedziałem się, że w 2005 roku po ostatecznym rozliczeniu znów mam zaległość w kwocie około 200 zł. Zapłaciłem.

Spokój trwał do 2011 roku. W lipcu otrzymałem pismo, że za dwa miesiące 2003 roku zalegam do ZUS 199,50 zł. Coś we mnie pękło. Zadzwoniłem do ZUS z pytaniem, kiedy koniec. Pani stwierdziła, że to ostatnia korekta, która dotyczy setek osób. Na pytanie co by było gdybym umarł pani nie potrafiła odpowiedzieć. Prawdopodobnie ścigano by moje dzieci. Pocieszające jest to, że umrzeć według ZUS nie mogę bo kto będzie regulował kolejne korekty składki sprzed ośmiu lat. Kiedy będzie następna korekta. Prawdopodobnie w 2013 roku. Dlaczego? Dlatego, że po dziesięciu latach od zakończenia działalności wszystko ulega przedawnieniu. Więc głowę daję, że na miesiąc przed przedawnieniem otrzymam kolejną ostateczną korektę.

Jak się okazało korekty to nie jedyny problem. Problemem jest wpłacenie żądanej kwoty. Odwiedziliśmy trzy banki, próbowaliśmy przez Internet i w żaden sposób ZUS naszych pieniędzy nie chciał przyjąć na swoje konta. ZUS bowiem śląc upomnienie nie poinstruował nas jak wypełnić dowód wpłaty, jakie wpisać kody, jak nazwać deklarację. Pomogła dopiero wizyta w ZUS, bo zrozpaczeni chcieliśmy zanieść pieniądze osobiście.

Jak jest konkluzja tego felietonu. Oszukujcie ZUS- a może inaczej- unikajcie w każdy możliwy i legalny sposób płacenia składek, bo niewiele w zamian dostaniecie. Dziś pełna składka od działalności gospodarczej to prawie 900 zł miesięcznie. W roku daje to około 11.000 zł. Przez dziesięć lat 110.000. Przez czterdzieści lat pracy 440.000 zł. Jeśli te pieniądze zamiast do ZUS wpłacalibyśmy na konto w banku łącznie zebrało by się tego wraz z odsetkami około 1.000.000 zł. Samych odsetek po przejściu na emeryturę mielibyśmy około 70.000 zł rocznie, czyli około 6.000 zł miesięcznie. Mając taką kasę nikogo bym o pomoc nie prosił, leczyłbym się też za własne pieniądze. Rodzi się tylko jedno pytanie gdzie ginie różnica pomiędzy 6.000 zł, a 160 zł jakie mam otrzymać.

Wiesław Stebnicki

[10/122] Bez przebaczenia



Imiê
E-mail
Temat
Tre¶æ
Przepisz kod:

 

© 2003-2012 Nasze Po³oniny - Bieszczadzkie Czasopismo Regionalne

Wykonanie i administracja strony: JWK WebStudio