Nasze POŁONINY - Bieszczadzkie Czasopismo Regionalne Artykuły Forum dyskusyjne Galerie Ogłoszenia 
Baza noclegowa   Baza gastronomiczna   Dyżury aptek   Rozkład jazdy autobusów   Plan miasta
Strona główna

Archiwum
Pisane w Bieszczadach
Szukaj w serwisie:
Redakcja

Kontakt

    Gazeta / moduły
    Serwis internetowy

    Baza noclegowa

Artyku³y » ~ Archiwum » [11/104] Pragnących napoić, umarłych pogrzebać


Wiesław Stebnicki - Redaktor Naczelny 'Naszych Połonin'
To dwa spośród siedmiu uczynków miłosiernych zalecanych przez kościół katolicki. Uczą się tego na pamięć między innymi dzieci, które idą do pierwszej komunii. Jeśli ktoś został ochrzczony i bierzmowany i nie zgłosił oficjalnej deklaracji wystąpienia z kościoła katolickiego, ma prawo być pochowany zgodnie z kościelnymi regułami. Jak się okazuje te wszystkie reguły wkuwane przez rzesze katolików nie obowiązują niektórych funkcjonariuszy kościoła, mówiąc prościej księży.

W wiosce za Żukowem zmarł mężczyzna. Nie był on może wzorem cnót wszelakich, ale zgodnie kościelnymi regułami przyjął sakrament chrztu, bierzmowania, wielokrotnie spowiadał się i przyjmował komunię świętą. Co więcej był człowiekiem może niezbyt wykształconym ale posiadającym dar i umiejętności do wykonywania wielu prac. Dzielił się też tym darem z każdym kto go poprosił i często nie brał za to wynagrodzenia, a zgodnie z obyczajem korzystał z poczęstunku, także i tego procentowego. Lubieli go ludzie w jego i okolicznych wioskach. Lubieli księża bo też i wiele pracy włożył w remonty i budowę okolicznych świątyń. Żył więc sobie nie szkodząc nikomu, z pożytkiem dla swojego środowiska. Grzeszył jak każdy, ale nie ciężko no i rzadko zaglądał do kościoła, co też nie jest jakimś wyjątkiem bo według statystyk w 95% społeczeństwie katolickim w Polsce kościoły odwiedza regularnie niespełna 50 % wierzących. Prawdopodobnie spędził by tak życie do starości. Niestety zawał serca przerwał je w wieku pięćdziesięciu kilku lat.

Rodzina rozpoczęła więc przygotowania do pochówku. Coś pewnie przeczuwała, bo profilaktycznie prócz swojego księdza, odwiedziła też jego przełożonego i otrzymała zapewnienie o zgodzie na chrześcijański pochówek. To u katolika, szczególnie mieszkającego na wsi, rzecz niezwykle ważna. Złamanie tych reguł, to kara potworna i niewybaczalna. Po uzgodnieniach słownych i finansowych, bo te ostatnie dla niektórych Księzy ważniejsze są od zasad religijnych, rozpoczęto pogrzeb. Przyjechał piękny karawan z elegancka i profesjonalna obsługą. Pojawił się ksiądz. I zaczął się dramat. Ksiądz po naradzie z szefem zakładu pogrzebowego postanowił postawić na swoim. Trumnę polecił wieźć prosto na cmentarz, a mszę odprawić już bez udziału zmarłego w kościele. Gdy wiadomość od tej zmianie dobiegła do rodziny zaczął się cyrk. Posypały się po adresem księdza wyzwiska i różnego rodzaju epitety i to nie tylko od rodziny zmarłego ale i od innych uczestników pogrzeby. Ten miast łagodzić konflikt jeszcze go zaostrzał. W końcu widząc, że nikogo do swoich racji nie przekona kazał wieźć trumnę pod kościół. Sam tez wsiadł w samochód i pojechał. To kolejny policzek dla rodziny i znajomych zmarłego. Na wsi bowiem w dalszym ciągu ludzie są zdania, że zmarłego powinno się odprowadzić do kościoła w pieszym pogrzebowym kondukcie. Skonsternowani uczestnicy pogrzebu powsiadali w jaki kto mógł samochód i pojechali pod kościół. Ksiądz nadal upierał się przy swoim i nie chciał wprowadzić zwłok do świątyni, ale ludzie nie odpuścili. Zwłoki zostały wniesione do kościoła, msza „błyskawiczna” odprawiona. Ksiądz mścił się dalej bo nie wygłosił kazania. Z kościoła, w którym zmarły przepracował dziesiątki godzin za tak kochane przez księży „friko” przewieziono je na cmentarz i złożono w grobie. Nie musze chyba dodawać, że ksiądz, który tak brzydził się grzesznego jego zdaniem postępowania zmarłego, pieniądze za pochówek wziął bez najmniejszego obrzydzenia.

Może nie warto by było o tym pisać, gdyby nie fakt, że otrzymałem w tej sprawie wiele głosów. Mówiono też dużo o kapłanie, który podobno został usunięty z innej parafii po bójce do jakiej doszło tam między księżmi w trakcie karcianej gry. Podobno kościelni zwierzchnicy rozpirzyli wtedy to towarzystwo na przysłowiowe cztery wiatry. Oczywiście nie z kapłaństwa bo tylko w świecie cywilnym łamiący przepisy pracownik wylatuje z niej raz na zawsze.

Ja też nie jestem wzorem religijności, choć uznaje się za wierzącego i wiem, że według reguł kościelnych i pisma świętego mam prawo tak myśleć. Bowiem zgodnie z pismem święty znając swoje wady, nie osądzam innych. Przypominam księdzu zza Żukowa co mówi w swojej ewangelii św. Mateusz „Przestańcie osądzać, żebyście nie byli osądzeni, bo jakim sądem osądzacie, takim będziecie osądzeni i jaką miarą odmierzacie, taką wam odmierzą. Czemu więc patrzysz na słomkę w oku twego brata, a nie bierzesz pod uwagę belki we własnym oku?”

Wiesław Stebnicki

[11/104] Pragnących napoić, umarłych pogrzebać

» [11/104] Pragnących napoić, umarłych pogrzebać
A ja się nie dziwię temu księdzu. Jak ktoś za życia nie chce do kośicoła, to po co ten cały cyrk i nieśc go tam po śmierci.
Dodano 16 Sierpnia 2010 przez ~Igor



Imiê
E-mail
Temat
Tre¶æ
Przepisz kod:

 

© 2003-2012 Nasze Po³oniny - Bieszczadzkie Czasopismo Regionalne

Wykonanie i administracja strony: JWK WebStudio