:: [Nr 4/64] Ustrzyckie zapiski
Artyku³ dodany przez: Redakcja (2008-05-14 11:24:19)

W tygodniku „Nasza Polska” nr 08 (629) z dnia 20 lutego 2008 roku ukazał się artykuł zatytułowany „Siedmiu przeciw układowi” traktujący o ustrzyckim szpitalu. Jego autorem jest Kaja Bogomilska zajmująca się w redakcji tygodnika reportażem i problematyką społeczną. Z treści artykułu jednoznacznie wynika, że Bieszczadzkie Stowarzyszenie Samorządowe, jako lokalna agenda Platformy Obywatelskiej, dąży do bandyckiej prywatyzacji ustrzyckiego szpitala powiatowego i w efekcie końcowym, jak przypuszcza dziennikarka „Naszej Polski”, dojdzie do przejścia szpitala w ręce ukraińskie. Owe czarne charaktery niszczące szpital to starosta bieszczadzki Krzysztof Gąsior, jego zastępca Zygmunt Krasowski oraz dyrektor szpitala Maciej Fleming. Realizują oni swój cel poprzez niszczenie „ludzi wrośniętych, bieszczadzkich, profesjonalistów, takich jak Roczniak, Matusik czy doktor Anetta Lepak”. Za jedynego prawdziwego obrońcę szpitala, wręcz tytana, autorka artykułu uznaje lekarza medycyny Jana Matusika. Tyle Kaja Bogomilska. Nie mam żadnego prawa do merytorycznej oceny profesjonalizmu ani wymienionych obrońców ustrzyckiego szpitala, ani też jego grabarzy. Jednak jako ustrzyczanin od urodzenia, od lat pilnie obserwujący życie miasta, nie potrafię powstrzymać się od kilku uwag. Abstrahuję od sztandarowego odkrycia autorki artykułu o groźbie przejścia szpitala w ręce ukraińskie, bez względu na to co miałoby to oznaczać. Trudno odnosić się do tak niebotycznej bzdury. Co do profesjonalizmu Grzegorza Roczniaka jako dyrektora szpitala, nawiasem mówiąc namaszczonego przez Bieszczadzkie Stowarzyszenie Samorządowe, można mieć wątpliwości. To za jego dyrektorowania sytuacja finansowa szpitala uległa gwałtownemu pogorszeniu. Placówka generowała straty w kwocie ponad 200 tysięcy złotych miesięcznie. Do tego wszystkiego doszło, dwuznaczne moralnie, samozatrudnianie się pana dyrektora za pośrednictwem firmy swojej żony(to właśnie ujawniła wyszydzana w artykule „Gazeta Bieszczadzka”). W efekcie końcowym ustrzycki szpital znalazł się na krawędzi bankructwa. Podjęto próbę ratowania szpitala, kierując na stanowisko dyrektora Macieja Fleminga, menadżera z dużym doświadczeniem. Nie wiem, czy gdyby Maciej Fleming znał dokładnie sytuację ekonomiczną szpitala zgodziłby się na przyjęcie stanowiska dyrektora? Prawdę mówiąc wdepnął w bagno i oby udało mu się wyjść z tego z tarczą. Podobnie jak autorka artykułu mam pretensje do zarządu powiatu za usunięcie Grzegorza Roczniaka ze stanowiska dyrektora szpitala. W moim przekonaniu uczynili to zbyt późno i dlatego będą ponosić moralną odpowiedzialność za jego ewentualny upadek. I na koniec kilka słów o Janie Matusiku. To bez wątpienia lekarz z powołania, świetny fachowiec z wyjątkowym sercem dla pacjenta. Inne rzeczy w życiu wychodzą mu jednak zdecydowanie gorzej i dlatego powinien skupić się na tym co robi naprawdę dobrze.

***

Jak zawsze po zimie ulice naszego miasta wymagają doraźnych remontów i jest to poniekąd normalne w naszym klimacie. Trudno jednak zrozumieć a jeszcze trudniej pogodzić się z świadomym ich niszczeniem. Od dawna obserwuję samochody ciężarowa o dużej ładowności poruszające się ulicą Ignacego Łukaszewicza, na której dopuszczalny ciężar całkowity pojazdu wynosi 6 ton. Moment, w którym w sobotni wieczór dnia 19 kwietnia 2008 roku, ujrzałem na tej ulicy samochód po brzegi wyładowany dłużycą zdecydował, że postanowiłem o tym napisać. Nie wiem ile waży tali pojazd. Dobry specjalista na podstawie zamieszczonego obok zdjęcia potrafi zapewne obliczyć całkowity ciężar tego pojazdu. Wydaje mi się jednak, że co najmniej dwukrotnie przewyższa owe dopuszczalne 6 ton. Zdaję sobie pytanie dlaczego tak ciężki pojazd musi wjeżdżać na ulice wokół osiedla mieszkaniowego i parkować tam przez cały weekend i nie znajduję na nie rozsądnej odpowiedzi. Jedno jest pewne, za niefrasobliwość kierowcy pojazdu i zysk jego właściciela zapłacimy wszyscy, bo to z naszych pieniędzy będzie opłacany remont ulicy.

***

Animozje lesko – ustrzyckie nie niczym wyjątkowym, sytuacje takie maja miejsce w wielu regionach naszego kraju. Ot taki prawdziwie polski „nasz patriotyzm zaściankowy”, czasem śmieszny, czasem zwyczajnie głupi, ale czasem wręcz przerażający. W ostatnich latach kultywowaniem owych animozji zajmują się grupy leskich i ustrzyckich „kiboli”, żeby nie powiedzieć zwykłych chuliganów. Szczególnym miejscem manifestowania swojego, wątpliwej jakości, przywiązania do miasta są mecze piłkarskie miejscowych drużyn. Odbywają się one w asyście licznych oddziałów policyjnych, których udział w akcji kosztuje zapewne więcej niż budżety obu klubów razem wziętych. Nowym sposobem okazywania lokalnego patriotyzmu stały się wulgarne napisy na ścianach i tablicach reklamowych, które oprócz strat materialnych przynoszą tylko niesmak. Na zamieszczonej obok fotografii widać tablicę usytuowaną prze wjeździe do Leska od strony Ustrzyk Dolnych „ozdobioną” takim właśnie napisem. Cóż chłopcy, nad waszą nieprawdopodobnie wielką głupotą można tylko zapłakać, bo to przypadek beznadziejny i nawet najwięksi luminarze medycyny nie są w stanie znaleźć na niego lekarstwa.

***

U.D. 20.04.2008r.


adres tego artyku³u: http://www.naszepo³oniny.pl/articles.php?id=269