 |
 |
| Wanda Babij z synem |
Sprawa Wandy Babij z Ustianowej k/Ustrzyk Dolnych poruszyła wielu czytelników. Przypomnę, że kobieta ta po trzydziestu latach zamieszkiwania wspólnie z mężem i pięciorgiem dzieci w jednym domu dostała sądowe zawiadomienie, że musi go opuścić. Powód był wprost nieprawdopodobny, mąż - z którym rozwiedli się trzy lata wcześniej - sprzedał dom bez jej wiedzy, zabrał pieniądze , samochód i zniknął jak kamfora. Zostawił byłą żonę - i co już jest całkiem niepojęte - pięcioro swoich dzieci na pastwę losu. Kobieta była bliska załamania. Została zasypana pismami od nowych właścicieli, ich sądowego pełnomocnika, wzywającymi ją do natychmiastowego opuszczenia domu.
– Coraz częściej myślałam o tym by wziąć sznur i pójść do pobliskiego lasu. Wydawało mi się , że to rozwiązało by moje problemy. Dzwoniłam gdzie tylko mogłam z błaganiem o pomoc, do telewizji, radia, gazet. Nikt nie chciał wyciągnąć pomocnej ręki. Widocznie mój problem był za mało medialny, wszak nikt tragicznie nie zginął. To że groziło nam wyrzucenie na bruk, jakoś było mało interesujące. Na szczęście odezwało się Podkarpacie i Nasze Połoniny- mówi Wanda Babij.
Reportaż, który obudził nadzieję
 |
 |
Po ukazaniu się materiałów w tych gazetach o mojej tragedii, coś zaczęło się zmieniać. To wystarczyło, bym mogła uwierzyć, że jest szansa na jakieś szczęśliwe wyjście z tej beznadziejnej sytuacji. Zrozumiałam , że muszę zrobić wszystko by zadbać o dzieci. Jednak z córek wyszła za mąż, pozostała jeszcze czwórka w tym jeden niepełnosprawny syn. Nie tyle sobie , co właśnie im musiałam zapewnić dach nad głową- dodaje Pani Wanda. Za poradą wielu ludzi złożyła pozew przeciw byłemu mężowi o podział majątku i o oddalenie decyzji o opuszczeniu domu do czasu sfinalizowania pierwszej sprawy. Mąż Pani Wandy wykorzystał to iż wcześniej nie zadbała o sprawy majątkowe. Gdy brała ślub dom już stał. Był w stanie surowym, obciążony kredytem, ale właścicielem był mąż. Przez prawie trzydzieści lat małżeństwa , wspólnie go wykańczali, wyposażali, spłacali kredyt. Mąż siedział głównie w Niemczech, a Pani Wanda zamieniała przysyłane przez niego oraz zarobione przez siebie pieniądze i swoją zaradność w nowe tynki, boazerie, malowanie , meble. Jeszcze rok przed sprzedażą domu syn wybudował nową kuchnię , zmodernizował łazienkę. Teraz dorobek jej życia został sprzedany z przysłowiowe marne grosze, bo nowy właściciel wiedział o tym, że kupuje dom z mieszkańcami i że będzie miał z tym jakieś problemy. Nie dość , że grosze za sprzedaż były niewielkie to jeszcze nic z nich nie dostała. Pewnego poranka usłyszała jak mąż pakuje swoje rzeczy do samochodu i wyjeżdża. Nawet nie przypuszczała, że robi to na zawsze. Co najgorsze ani ją, ani dzieci nie uprzedził jaką krzywdę im wyrządza.
Sądowa szarpanina
Dom mieli opuścić dokładnie w trzydziestą rocznicę ślubu 16 sierpnia 2005 roku. Nie zrobili tego. 28 września przyszedł sądowy wyrok o wydanie nieruchomości nowym właścicielom. Wyrok ten zezwalał im na zamieszkiwanie w domu do czasu uzyskania mieszkania socjalnego z gminy. Jednocześnie pełnomocnik nowych właścicieli zażądał od Wandy Babij 1000 zł za każdy miesiąc zamieszkiwania. Pani Wanda poprosiła właścicieli o zrezygnowanie z pobierania tej kwoty, gdyż wszystkie jej dochody na całą piątkę wynosiły około 1200 zł. Prośba ta została zrozumiana i właściciele zrezygnowali z tej opłaty. Jednocześnie cały czas odbywały się rozprawy o podział majątku z mężem Pani Wandy. Rozprawy te miały jednak jednakowy charakter. Mąż się na nie zgłaszał i sąd wyznaczał nowy termin. Wreszcie sąd wyznaczył kuratora, który ma przypilnować by mąż się odnalazł. Sprawa jest o tyle prosta, że praktycznie wszyscy wiedzą gdzie i z kim mąż mieszka. Nie może go znaleźć tylko policja i sąd.
Szczęście na 65 m2
Mając niewielkie nadzieje na dalsze zamieszkiwanie w domu w Ustianowej Pani Wanda wystąpiła do władz miasta Ustrzyk o przyznanie jej lokalu socjalnego. Niestety pierwsza propozycja jaką otrzymała była nie do przyjęcia. Była to szkolna sala w starym budynku w Liskowatem. Wprawdzie mówiono jeszcze o dodatkowym pomieszczeniu na strychu tego budynku, ale tej propozycji nie przyjęła.
Warunki sanitarne były tu tragiczne, a do miasta około 15 km. Po jakimś czasie zwolniło się mieszkanie w samych Ustrzykach. Budynek też stary, warunki nie za cudowne, ale mieszkanie miało kuchnię, dwa pokoje i łazienkę. Umiejętności synów pozwoliły by zrobić z tego całkiem przytulne mieszkanko. Rzecz w tym , że na mieszkanie socjalne w mieście czeka się latami , a kolejka jest ogromnie długa. Prośby Pani Wandy wysłuchał burmistrz Henryk Sułuja i co było dla niej wprost cudem mieszkanie to jej przyznał. Dziś trwa tam ostra praca. Robią jej synowie, ich koledzy, a także pracownicy PGM. – Przeprowadzę się tam bez żalu. Mam już dość tego miejsca i tych wspomnień, które wiążą się z Ustianową. Proszę jeszcze nowych właścicieli domu w Ustianowej by zrekompensowali mi choć część ostatnich wkładów na remonty jakie tu poniosłam . Było by na dokończenie remontu w nowym mieszkaniu. Czy coś z tego wyjdzie trudno powiedzieć. Od męża też chyba nic nie odzyskam nawet wobec korzystnego wyroku sądu. To nie życie, a ludzie mnie skrzywdzili i to ci- jak się wydawało- najbliżsi . Jak się okazało są też ludzie dobrzy, mimo że nieraz widzieli mnie pierwszy raz w życiu. To pozwala mi wierzyć, że warto walczyć i nie poddawać się. Ja już się pogodziłam , dzieci jednak nie . Córka Ewelina nieraz mi mówi – mamo ten dom jest mój , ja się w nim urodziłam, z tego domu wyszłam po raz pierwszy do szkoły, tu spotykała się z koleżankami , kolegami dlaczego muszę go opuścić. Dlaczego ojciec tak z nami postąpił.
To prawda. Tuż przed wjazdem od głównej drogi do domu stoi dorodny już orzech. Ma około dwudziestu lat. Dokładnie tyle co Ewelina, bo właśnie w dniu jej urodzin został posadzony. Zresztą właśnie Eweliną ten orzech nazywali. Jego nie da się przenieść na nowe miejsce. Nowi właściciele, no cóż pewno go zetną.