:: [Nr 3/53] Pomóc szpitalowi
Artyku³ dodany przez: Redakcja (2007-05-15 19:06:02)

Powiększ zdjęcie
Kiedy przygotowuję się do zrobienia jakiegoś materiału zawsze staram się robić to rzetelnie i nie doszukiwać się złych intencji tam gdzie być może ich nie ma lub są ukryte i ja o nich nie wiem. Tylko w trakcie rzetelnej rozmowy można dojść do jakiś konkretnych wniosków i na ich podstawie ocenić przynajmniej z grubsza zaistniałą sytuację. Ostatnio dużo szumu medialnego wywołał artykuł w Gazecie Bieszczadzkiej mówiący o złej sytuacji finansowej ustrzyckiego szpitala, nienajlepszych stosunkach międzyludzkich i innych niezgodnych z prawem -w/g gazety -działaniach dyrekcji. Postanowiłem rozejrzeć się po szpitalu, porozmawiać z ludźmi no i oczywiście z najbardziej zainteresowanym, dyrektorem tej placówki Robertem Roczniakiem.
Pierwszym pytaniem jakie mu zadałem było pytanie o stan zadłużenia szpitala.

– Robert Roczniak – Na koniec 2006 roku zadłużenie naszego szpitala wynosiło 1,2 mln tzw zadłużenia wymagalnego, 2,4 mln kredyty długoterminowe w tym do umorzenia pozostaje kwota 1.8 mln zł, no i zadłużenie niewymagalne w wysokości 1,8 mln zł. Nie mamy już zadłużenia w stosunku do pracowników w związku z tzw. ustawą 2003.
Mamy wszystkie dokumenty za wyjątkiem zaświadczenia z ZUS o układzie ratalnym, które są potrzebne aby uzyskać takie umorzenie. Nastąpiły pewne komplikacje w uzgadnianiu deklaracji z ZUS-em. Ale rozmowy są prowadzone i te dokumenty systematycznie są uzgadniane. W połowie kwietnia powinna już być decyzja pozytywna. Jestem wręcz pewny, że takie umorzenie dostaniemy. Pewność ta polega na tym, że mogę wykonać ruch, który praktycznie automatycznie przyzna mi umorzenie. Mianowicie odstąpić od roszczenia w stosunku do Narodowego Funduszu Zdrowia i Skarbu Państwa. Jest to kwota ponad 4 mln zł z tytułu poniesionych dodatkowych kosztów przez zakład pracy w związku z realizacja ustawy 2003, Mamy tę sprawę w warszawskim sądzie. Rozprawa niebawem się odbędzie. Jeżeli zrezygnuję z tego roszczenia mogę dostać umorzenie w wysokości 2 mln zł. Są to dane naszej księgowości a jest ona prowadzona bardzo rzetelnie. Nie może być więc mowy o tzw. przekrętach.

W tym miejscu trzeba by się zastanowić czy kwoty o których mowa powyżej zagrażają płynności finansowej szpitala.

- Robert Roczniak – To jest tak. My jesteśmy jednostką, która powinna wychodzić w bilansie na zero. Jeżeli zdarzyłby się np. miesiąc czy dwa tak zwanego przestoju i spadku hospitalizacji na pewno będzie to zagrożenie. Spadek wpływów i momentalnie mamy kłopoty. W tej chwili wszystko jest, że tak powiem pozapinane na ostatni guzik, żeby mogło w miarę możliwości dobrze funkcjonować i żeby nie odbijało się drastycznymi oszczędnościami na pacjentach typu jeden posiłek i to najlepiej przyniesiony z domu. A mamy już w Polsce takie szpitale. Tego u nas nie ma, nie było i nie będzie.

Powstawanie niepublicznych zakładów opieki zdrowotnej spowodowało, że dostęp do lekarzy wielu różnych specjalności stał się dla pacjentów bardziej ułatwiony. Czy takie placówki jak|: NZOZ typu MAR-MED., AGAR, AKSIS, czy DOMET /pielęgniarski/ są potrzebne ? Oczywiście, że tak. Rzekłbym niezbędne. Czy dyrektorowi SP ZOZ posiadającemu odpowiednie uprawnienia wolno być członkiem w spółce niepublicznej, bo o taką w tym wypadku chodzi. W świetle przepisów ustawy z dnia 30 sierpnia 1991 roku o zakładach opieki zdrowotnej – wolno. Tyle ustawa. Jak ten zarzut zawarty w Gazecie Bieszczadzkiej komentuje dyrektor Robert Roczniak.

Powiększ zdjęcie
- Mam opinię prawną dotyczącą legalności zatrudnienia, która ukazała się w periodyku „Prawo i Zdrowie” z grudnia 2006 roku gdzie jest powiedziane, że dyrektor placówki może prowadzić sam działalność jak i może uczestniczyć w różnego rodzaju spółkach, gdyż nie jest wymieniany jako osoba, która tego nie może robić. Dlatego myślę, że zarzuty tego typu są bezpodstawne i krzywdzące. Tak samo bezpodstawne są zarzuty, że NZOZ „AGAR” funkcjonuje kosztem szpitala. Chcę w tym miejscu powiedzieć, że za pomieszczenia, które do południa wykorzystywane są przez lekarzy specjalistów a po południu przez „AGAR” płacę czynsz. A numer telefonu jest numerem telefonu i faxu w sekretariacie szpitala, gdyż tu mieści się centralka. Jest jeszcze jeden NZOZ działający już chyba od trzech lat na terenie naszego zakładu. Jest to NZOZ „ DO-MED.” pielęgniarski świadczący zabiegi w domach u osób ciężko chorych i nikt z tego tytułu, że siedzibę ma w szpitalu nie stawia mu zarzutów. Bo i dlaczego. Jest to również zakład niepubliczny. Z tytułu mojej działalności, która skupia się na zabezpieczeniu usług medycznych co jest w statucie „AGAR-u” nie ma żadnych szkód dla zakładu pracy.

Pogotowie Ratunkowe jest integralną częścią szpitala. Niejednokrotnie od szybkiej reakcji zależy czyjeś życie. Jak to się ma w rzeczywistości do jego funkcjonowania. Czy lekarze pracujący na oddziałach i jednocześnie będący na dyżurze w pogotowiu to norma.

- Robert Roczniak – Zespoły wyjazdowe Pogotowia Ratunkowego i Ratownictwa Medycznego, które są zakontraktowane posiadają załogi wymagane przez Narodowy Fundusz Zdrowia zgodnie z kontraktem. Są one gotowe do wyjazdu w każdej chwili. W związku z tym, że mam w tej chwili tylko dwóch etatowych lekarzy w Pogotowiu wymusza to na mnie takie decyzje iż muszę oddelegowywać tam kogoś z oddziału. Obciążenie wyjazdowe jest różne. Nie ma w żadnym kontrakcie, że wszyscy muszą jeździć równo. Jeździmy tak, jaka jest w danym momencie konieczność. Zawsze mamy do dyspozycji gotowy zespół. W ciągu minuty muszą być gotowi do wyjazdu. A to, że lekarz dyżurujący w Pogotowiu jest w danym momencie piętro wyżej na oddziale nie ma żadnego znaczenia. On cały czas jest w gotowości wyjazdowej. I czy on wyjedzie w ciągu dyżuru kilkanaście razy, czy nie wyjedzie ani razu należy mu się 30 % dodatek. Mieliśmy już kontrole Inspekcji Pracy i musieliśmy te dodatki wypłacić. Teraz chcąc uniknąć tego typu sytuacji, lekarz który jest na grafiku Pogotowia i jest gotowy do wyjazdu ma płacony ten dodatek. Taki jest wymóg. On normalnie jest w zespole. Nie ma też możliwości płacenia za dyżury, których nie było. Oprócz innych dotkliwych sankcji może się to również wiązać z możliwością utraty wykonywania zawodu. Procedura potwierdzania wykonanej pracy jest taka. Najpierw odnotowuje ją oddziałowa, która przygotowuje grafiki dyżurów, następnie sprawdzane jest to przez kadry. Proszę mi wierzyć, że jestem jedynym dyrektorem z pośród dyrektorów okolicznych ZOZ-ów, który jeździ na dyżurach w Pogotowiu. To wszystko z konieczności. Gdyby nie ta praca, układanie grafików i stawianie tego wszystkiego, że tak powiem na uszach to naprawdę mielibyśmy przynajmniej o jeden samochód mniej. A teren jest bardzo rozległy. Od Trzciańca po Zawadkę, Stańkową, Ustianową, Łobozew Dolny i Górny, Teleśnicę, aż po Brzegi Górne.

Czy szpitalna Izba Przyjęć to oddział, który ma zaszeregować chorego na szpitalne łóżko lub pod opiekę ambulatoryjną, czy też gabinet doraźnej opieki medycznej.

- Robert Roczniak – Izba przyjęć to kolejny problem,. Zresztą gdzie ich tu nie ma. Proszę sobie wyobrazić, że dziennie na Izbę Przyjęć mamy 1,500 zł. Miesięcznie daje do 45 tyś. zł. Zatrudnionych jest tutaj około 20 osób. Praktycznie więc większość tych pieniędzy idzie na płace. A gdzie leki, energia, woda itp. Taki oddział jak Interna, duży oddział wydaje miesięcznie około 12 -14 tyś zł na leki a taka Izba Przyjęć 7 – 8 tyś zł. Wydało nam się, że jest tutaj coś nie tak. Przyjrzeliśmy się temu bliżej i wydałem zarządzenie, zresztą zgodnie z przepisami, że od 18 do 8 rano Izba Przyjęć pełni rolę ambulatorium gdzie zawsze pacjent może przyjść nawet bez skierowania i zostanie obsłużony. Natomiast od 8 rano do 18 po południu pracuje w trybie dla jakiego została powołana.

To tylko część problemów z którymi my pacjenci na co dzień się nie spotykamy przychodząc do szpitala. Żeby szpital mógł normalnie funkcjonować potrzebne są inwestycje a na to nie ma pieniędzy. Przede wszystkim trzeba wykonać remont sal operacyjnych. W najbliższym czasie stanie się wręcz niezbędne uruchomienie Oddziału Ratunkowego. Niebawem ruszy budowa windy dla pacjentów. Wymieniono część okien. Reszta czeka w kolejce. Przydał by się remont dróg dojazdowych wokół szpitala. Remont elewacji. No i chyba najważniejsze – czynnik ludzki. Szpital cierpi na chroniczny brak lekarzy. Niektórzy z nich przyjeżdżają na dyżury aż z Kraśnika czy z Tomaszowa Lubelskiego. Nie lepiej wygląda sytuacja ze średnim personelem medycznym. Zaczyna po woli brakować pielęgniarek Kiedy się pytam dlaczego pan tego nie zostawi, pracował by pan sobie na swoim oddziale i miał święty spokój Robert Roczniak mówi, ma pan rację. Już w ubiegłym roku w czerwcu oddałem się do dyspozycji pani Starosty. Niestety nie było chętnych do objęcia posady dyrektora szpitala. Nosiłem się z zamiarem rezygnacji, teraz niedawno ale ukazał się ten artykuł w Gazecie Bieszczadzkiej więc się wycofałem. Nie chcę, żeby ktoś pomyślał, że się wystraszyłem i zrejterowałem. Chcę to wszystko powyjaśniać. Tyle dyrektor Roczniak. Sytuacja szpitala jest trudna, ale nie beznadziejna. Dużą rolę do popisu ma tu organ założycielski czyli Starostwo. Nowy Starosta Krzysztof Gąsior jest już po wstępnych rozmowach z dyrektorem. Pierwszą jego decyzją było podpisanie dokumentów o rozpoczęciu budowy windy dla pacjentów. Niebawem do szpitala wejdzie kontrola wewnętrzna. Szpital to w tej chwili dla nas priorytet powiedział mi w rozmowie telefonicznej. Chciałbym w to wierzyć i być pewnym, że tak właśnie będzie. Bo szum medialny wokół tej placówki niczemu i nikomu nie służy.

Andrzej Kotowicz


adres tego artyku³u: http://www.naszepo³oniny.pl/articles.php?id=166