 |
 |
Kiedy dowiedziałem się, że miasto i gmina Ustrzyki Dolne już po raz trzeci uzyskały tytuł „Samorząd przyjazny środowisku” powiem szczerze, że sprawiło mi to przyjemność. Zaraz jednak przyszła refleksja i pytanie. Za co ?. Czy oddanie w perspektywie do użytku stacji segregacji śmieci i modernizacja oczyszczalni ścieków, czy też modernizacja części sieci kanalizacyjnej miasta wystarczy żeby uzyskać taki tytuł. Okazuje się, że tak. Widać z tego, że niewiele trzeba by po taką statuetkę sięgnąć. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że pies z kulawą nogą tego nie monitoruje. Wszystko odbywa się na zasadzie papierowej informacji płynącej z miasta do organizatorów konkursu. Gdyby ktoś z jury konkursu pofatygował się do Ustrzyk i przejechał po gminie , dość że pewnie trzeciego tytułu by nie było, to nie wiem czy nie trzeba by zwrócić dwóch poprzednich. Wszystko jest fasadowe i na pokaz. To tylko część prawdy o proekologicznych działaniach gminy. Tej ładnej, prawie pachnącej. Jak powiedział jeden góral są dwie prawdy. Prawda i gówno prawda. Ja o tej mniej pachnącej, widocznej choć nie zauważanej przez Szyszaków, Buzków, Poncyliuszów czy Kostrzewskich. Prawdy o syfie zalegającym w mieście na jego obrzeżach i w całej gminie. Ekologia moi kochani to czysta woda w strumieniach i rzekach, to rosnące drzewa w mieście. To w końcu promocja ekologii przez edukację. Edukację najmłodszych. I nie z za katedry ale w terenie. Dziecko to takie stworzenie, które jeżeli czegoś nie dotknie nie powącha to nie uwierzy. Jeżeli za młodu nie nauczy się, że po sobie trzeba sprzątać to za kilka czy kilkanaście lat będziemy sprzątać po nim. To są działania proekologiczne. Działania proekologiczne to nasadzanie drzew w miejsce wyciętych, to oczyszczenie z wszelkiego zalegającego w nich brudu rzek i potoków, to oczyszczenie z dzikich wysypisk okolicznych lasów. To codzienne dbanie o estetykę miasta i obszarów wiejskich. Jeżeli z tym się nie uporamy / proszę zwrócić uwagę na słowo uporamy a nie uporacie/ to wtedy z przyjemnością napiszę o kolejnej proekologicznej statuetce
W tej chwili nawet nie można mówić o intencjach. Bo takich po prostu nie widać .Zawsze zastanawia mnie po kiego diabła istnieje w powiecie taki twór administracyjny jak Wydział Budownictwa i Ochrony Środowiska. Jeżeli tylko po to, żeby paru ludzi miało robotę i comiesięczną pensję to jestem w stanie zrozumieć. Choć widać gołym okiem, że pracują tam ludzie, którzy z ochroną środowiska niewiele mają wspólnego. Mówiąc kolokwialnie nie czują blusa. Czyli nie robią tego do czego zostali powołani. Nie chronią środowiska w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Sztandarowa inwestycja sortowania śmieci jest w powijakach. Miałem okazję ostatnio dobrze ją sobie obejrzeć. Pewnie kiedy ruszy spełni swoje zadanie. Nikt nie mówi, że jest niepotrzebna. Tylko czy za kilka lat będzie co tam wozić.
Pod koniec lat dziewięćdziesiątych w Niemczech drastycznie zaczęły rosnąć ceny usług komunalnych. Przede wszystkim odbiór śmieci. Nie trzeba było długo czekać. Lasy na obrzeżach miast i wsi stały się istnymi samorzutnymi wysypiskami śmieci. Niemcy to jednak praktyczny naród, nie czekali. Obniżyli koszty odbioru śmieci od mieszkańców do minimum. Dzikie wysypiska znikły. Znikły również koszty ich sprzątania.
 |
 |
W Ustrzykach polityka odpadami jest odwrotnie proporcjonalna do zakładanych efektów. Odpady niebezpieczne, złom metalowy i odpady wielkogabarytowe odbiera się tylko dwa razy w roku. W maju i w wrześniu. Gdzie pozostałe dziesięć miesięcy. Co z tym robić. Gdzie magazynować. Efekt jest taki, że na śmietnikach osiedlowych można znaleźć wszystko. Od mebli po sprzęt AGD. I leży to sobie wszystko miesiącami czekając na lepsze czasy. Gorzej gdy znajdujemy to w okolicznych lasach i potokach.
Coroczne podnoszenie wysokości opłat za odbiór śmieci powoduje, że nie trafiają one tam gdzie trafić powinny. Burzą się też mieszkańcy domów jednorodzinnych. Bo to oni bulą za śmieci jak za zboże. Dla mieszkańców bloków nie ma to najmniejszego znaczenia. Bo czy wyrzuci w miesiącu do śmietnika jedną reklamówkę czy tonę śmieci zapłaci to samo.
W ulotce „surowce wtórne gromadzone selektywnie” wydanej przez Urząd Miasta czytamy, że odpady segregowane odbierane będą w kwietniu, czerwcu, sierpniu i październiku. Co z pozostałymi ośmioma miesiącami. Ludzie maja magazynować to świństwo w mieszkaniach czy piwnicach ?. Łatwiej chyba będzie wywieźć to wszystko do lasu czy wrzucić do pobliskiego potoku.
I tak wracamy do punktu wyjścia. Wielu mieszkańców nie ma już zamiaru dopłacać do kasy miasta. Bo jeżeli miastu chodzi o zrobienie porządku ze śmieciami, to znowu wychodzi na to, że ma to się odbyć kosztem mieszkańców. To oni maja posegregować śmieci, to oni mają dokupić na własny koszt worki, gdyby im ich brakło. I w końcu to mieszkańcy mają magazynować na swoich posesjach w swoich mieszkaniach odpady, aż miasto kilka razy w roku raczy je odebrać. Udział miasta i mieszkańców w tej grze o czystość wydaje się bardzo nierówny. Na razie większe koszty ponoszą ci ostatni. Być może trzeba by te relacje odwrócić. Może się bowiem okazać, że w nieodległej przyszłości korzyści z tego płynące będą niewspółmiernie większe od poniesionych kosztów.
Wtedy z wielką przyjemnością powiem, że ta gmina jest gminą czystą, dba się tu o ekologię i miano gminy przyjaznej środowisku należy się Ustrzykom jak psu kość.