|
|||
|
:: [13/125] Poglądów nie zmieniam Artyku³ dodany przez: Redakcja (2011-11-12 08:29:03)
Grzegorz Napieralski zbudował wokół siebie grupę miernych, ale wiernych trzydziestolatków i zaczął swoje rządy. Już jego poprzednik Wojciech Olejniczak zaczął odmładzanie SLD, robił to jednak w bardziej subtelny sposób, prawa startu z dobrych miejsc na liście w poprzednich wyborach pozbawiał jedynie tych starszych, których uważał za swoich wrogów. Napieralski doszedł do wniosku, że to mało radykalna postawa i postanowił pójść dużo dalej. Tragiczna katastrofa w Smoleńsku uderzyła także mocno w SLD. Zginął kandydat SLD na prezydenta Jerzy Szmajdzinski, zginęła Jolanta Szymanek-Deresz, Izabela Jaruga- Nowacka. Napieralski siłą rzeczy musiał zastąpić Szmajdzińskiego w wyborach prezydenckich. Nikt nie dawał mu w tym pojedynku jakichkolwiek szans. Sondaże dawały mu wynik w granicach 5%. Rzeczywistość okazała się zgoła inna. Kampania nie budząca kontrowersji, gładka z głównymi postulatami SLD zamiecionymi pod dywan okazała się sukcesem. Napieralski wykorzystał atut świeżości, nieuwikłania w spory o postkomunistyczną przeszłość zdobył 15% głosów wyborców co było trzecim wynikiem. Daleko za nim z ledwie 1% poparciem znalazł się choćby Waldemar Pawlak z PSL. Sukces ten wbrew pozorom stanowił początek zguby Napieralskiego. Dobry mąż i ojciec, unikający kontrowersyjnych spraw to dobre w wyborach prezydenckich zaś zabójcze w parlamentarnych. Wybory parlamentarne to w przeciwieństwie do prezydenckich, nieustanny spór. Wyciąganie słabych stron u przeciwnika i eksponowanie najbardziej kontrowersyjnych tematów ze swojego programu. W prezydenckich warto wtopić się w tłum, w parlamentarnych koniecznie się czymś wyróżnić. Napieralski jako jedyny o tym zapomniał i dalej toczył prezydencką kampanię, którą tak mile wspominał. To jednak nie jedyna przyczyna porażki wyborczej SLD. Druga to kamaryla przewodniczącego. Ludzie totalnie nijacy, których nazwisk nawet członkowie SLD nie za bardzo pamiętają. Choćby taki rzecznik prasowy Kalita. Czy ktoś tego gościa kojarzy. W konserwatywnym do bólu Krakowie w wyborach do euro parlamentu wygrywa nadzwyczaj kontrowersyjna Joanna Senyszyn i to nie z pierwszego miejsca, transseksualistka Anna Grodzka z Ruchu Palikota, a przegrywa startujący z pierwszego miejsca listy SLD księżo- podobny, nijaki Kalita. SLD zresztą ma pecha do rzeczników, bo ni tak dawno był nim też totalnie nijaki Tober. Tymczasem rzecznik powinien być postacią wyrazistą skupiająca uwagę mediów i przyjmującą na siebie wszystkie przedwyborcze pomyłki Sojuszu, jak choćby Gadzinowski. Tenże Kalita stwierdził, że życie wewnątrzpartyjne zastąpić powinien kontakt na Facebooku. Głupota jak mało która, bo przecież nic nie zastąpi bezpośredniego kontaktu. Ten brak kontaktu z partyjnymi dolami to kolejna wada SLD. Ostatnimi posłami Sojuszu przyjmującymi petentów w Ustrzykach byli Marian Kawa, Tadeusz Kaleniecki i Wojciech Firak. Poseł Pomajda, który miał tu biuro odwiedził Ustrzyki dwa razy, w dniu otwarcia biura poselskiego i w czasie Zimowej Spartakiady Młodzieży. Zresztą za drugim razem spotkał się ze mną tylko dzięki Piotrowi Korczakowi, który zaprosił mnie na nieoficjalną część otwarcia Spartakiady. Tak szanował swój elektorat poseł Pomajda. Tak też ten elektorat zachował się w czasie obecnych wyborów. Zgodnie z przysłowiem „jak Kuba bogu, tak bóg Kubie” członkowie SLD z Bieszczad mieli kampanię wyborczą w głębokim poważaniu. Owszem rozwiesiło się kilka banerów i plakatów, ale to nie one przysparzają głosów co też nie dociera do partyjnych bonzów uparcie drukujących przy okazji wyborów góry ulotek i plakatów, których i tak nie ma kto rozlepić. Nikt nie wymyślił nic lepszego niż bezpośredni kontakt z wyborcami, nawet tymi o określonych lewicowych poglądach. Trzeba się przypomnieć, porozmawiać, pokazać, że się ludzi szanuje nawet jak mają inne poglądy. Tego młode kadry SLD-owskie zapatrzone w Internet nie potrafią zrozumieć. Bez kontaktu z ludźmi może istnieć internetowy bank, a nie partia polityczna. Napieralski postanowił zrezygnować z ponownego kandydowania na szefa partii, podobnie zrobił w Rzeszowie jego przyboczny Tomasz Kamiński, który przyczynił się do utopienia SLD na Podkarpaciu, bo tylko on sam i to rzutem na taśmę załapał się do Sejmu. Szefem SLD- owskiego klubu został weteran Leszek Miller. To nie jest oczekiwany przywódca, ale człowiek na tyle poważny i obowiązkowy, że może posklejać obolałe SLD. Ponadto gwarantuje on swoja metryką, że członkom SLD w wieku powyżej 40 lat na pogrzeb jeszcze za wcześnie. Ja również z optymizmem patrzę na dalsze losy tej partii w Bieszczadach, a upewnia mnie w tym kilka telefonów jakie otrzymałem od dawnych członków SLD, którzy rozważają powrót w szeregi partii. Wiesław Stebnicki
![]() adres tego artyku³u: http://www.naszepo³oniny.pl/articles.php?id=1470 |