:: [6/118] Czy ten szpital musi umrzeć?
Artyku³ dodany przez: Redakcja (2011-05-16 08:45:49)

Andrzej Kotowicz
Sytuacja ustrzyckiego szpitala to obraz w przysłowiowej pigułce całej polskiej służby zdrowia. Nikt nie ma wątpliwości, że podstawową przyczyną fatalnej kondycji polskich szpitali jest chroniczny brak pieniędzy. Na drugim miejscu wymienia się złe zarządzanie, na trzecim zaś złą politykę kadrową. Przy tak krańcowo fatalnej diagnozie wydawać by się mogło, że żaden polski publiczny szpital nie ma prawa istnieć. Co więc takiego się dzieje, że szpitale przy tak złej kondycji wypełniają swoja misję. Tendencyjnie piszę misję, bo o normalności w tych warunkach mówić nie można. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że tak naprawdę nikt nie ma pomysłu na rozwiązanie zapętlonego problemu. Kolejne projekty Ministerstwa Zdrowia budzą tyle kontrowersji, że próby wprowadzenia ich w życie napotykają na ciągły opór środowisk medycznych, przez co ta bez przerwy zapowiadana reforma służby zdrowia odsuwa się w bliżej nieokreśloną przyszłość. Z drugiej strony nie wszystkie samorządy radzą sobie z realizacją zadań związanych z ochroną zdrowia. Na przykładzie ustrzyckiego szpitala widać najlepiej, że dotychczas podejmowane w powiecie decyzje jak do tej pory były chybione. Świadczy o tym choćby karuzela na stanowisku dyrektora miejscowego szpitala. Żaden z ostatnich trzech dyrektorów nie wytrzymał dłużej na tym stanowisku niż trzy lata. Świadczy to albo o złym doborze kandydatów, choć za każdym razem jesteśmy jako lokalna społeczność przekonywani o ich wybitnych predyspozycjach, albo co również krąży w społecznym obiegu o braku podstawowej wiedzy jak powinien funkcjonować szpital u ludzi, którzy decydują o doborze kandydatów na to stanowisko. Z tego miszmaszu za każdym razem wychodzi niestrawna papka, która w końcowym efekcie prowadzi do odwołania kolejnego dyrektora. Działająca przy szpitalu Społeczna Rada nie mająca żadnych umocowań prawnych robi wrażenie przysłowiowego kwiatka w kożuchu, który jest bo wypada żeby był i swoim jestestwem firmował decyzje władz powiatu. Gdy do tego dodamy nie najlepszą atmosferę – nie chciałbym używać tutaj słowa konflikt, bo być może byłoby ono na wyrost - wśród samej załogi szpitala, to może okazać się, że siedzimy na bombie z opóźnionym zapłonem. Co z tego może wyniknąć nietrudno się domyślić. Jak słyszę pomysłów na uzdrowienie tej niezdrowej przecież sytuacji jest tyle ilu pomysłodawców. Niektóre tak absurdalne, że szkoda o nich mówić. Jedno jest pewne, jeśli decydenci w Ustrzykach D. nie spojrzą na problemy szpitala z innej perspektywy i możliwości poprawy jego funkcjonowania będą widzieli tylko poprzez pryzmat zmian na stanowisku dyrektora to z góry można przewidzieć efekt tych działań. Dwadzieścia trzy kilometry od Ustrzyk funkcjonuje inny powiatowy szpital. Szpital, który pewnie boryka się z podobnymi problemami jak ten ustrzycki. Nie widać tam jednak jak na razie zapędów do zmiany na stanowisku dyrektora. Kierująca tą placówką od kilkunastu lat dyrektor dostała od tamtejszych władz swoistego rodzaju carte blanche. Efektem tego jest ciągła rozbudowa i modernizacja placówki. Na dzień dzisiejszy ustrzycki szpital przy leskim wygląda jak ubogi krewny. Chciałoby się zapytać więc dlaczego, skoro każdego kolejnego menadżera ustrzyckiego szpitala przedstawiano jako wybitnego fachowca, znawcę tematu. Jest tajemnicą poliszynela, że obecny dyrektor siedzi już na walizkach. Stąd apel do władz powiatu o to, że jeżeli informuje się opinię publiczną o kolejnych powołaniach na to stanowisko to wypadałoby może poinformować również o przyczynach ich odwołania. Tyle się chyba podatnikom należy.

Andrzej Kotowicz


adres tego artyku³u: http://www.naszepo³oniny.pl/articles.php?id=1310