|
|||
|
:: [16/109] Przewozy Regionalne już bez logo PKP Artyku³ dodany przez: Redakcja (2010-11-14 10:55:16) Dzień dobry, Panie Marku, nie ma już od około roku czegoś takiego jak "PKP Przewozy Regionalne". Teraz firma jest niezależna od molocha PKP, nazywa się "Przewozy Regionalne", i zacięcie walczy z broniącą swojego monopolu Grupą PKP. Właścicielami spółki są marszałkowie województw. Ci sami marszałkowie zlecają wykonywanie połączeń osobowych (nazwa handlowa: REGIO) na konkretnych trasach. PR nie decyduje we własnym zakresie, gdzie jeździć. Jedynymi "komercyjnymi" czyli bez dopłat marszałkowskich) pociągami uruchamianymi przez PR są słynne pociągi międzywojewódzkie interREGIO oraz REGIOekspresy (np. Rzeszów-Warszawa-Rzeszów, najtańszy i najwygodniejszy pociąg na tej trasie). "Pretensje" o istnienie zjawiska przemytu, należałoby kierować raczej do celników, niż kolejarzy. Czy to nie właśnie oni, w pełni świadomie przymykając oko na część przewożonych towarów, pozwalają temu rynkowi działać? Oni także "mają płacone" z kasy państwowej, i to właśnie ich zadaniem, a nie przewoźnika kolejowego, jest zapobieganie przemytowi. Gdyby zleconą pracę wykonywali rzetelnie (a jestem święcie przekonany że bez problemu byliby w stanie przetrząsnąć pociąg "do czysta") rychło próby przemytu by zanikły. Być może razem z kolejowym ruchem granicznym... a może odrodziłby się w formie turystyczno-sąsiedzkiej? Działania dążące do wyeliminowania kolejowego ruchu na odcinku Chyrów - Krościenko będą de facto oznaczały wyłączenie, a co za tym idzie degradację i niedługo później fizyczną likwidację linii Zagórz - Ustrzyki Dolne. To ruch nieodwracalny. Mi i moim znajomym zdarzyło się parokrotnie podróżować przez granicę pociągiem, który Pan opisał. Szczerze mówiąc, moje (nasze) wrażenia - choć równie wyraziste - były zupełnie różne od Pańskich! To, że zjawisko drobnego przemytu istnieje, trudno ukrywać. Wiedzą o nim wszyscy mieszkańcy okolic przygranicznych. Jednak ani wobec mnie, ani wobec podróżujących ze mną, osoby mające takie zajęcie nigdy nie wykonały żadnego wrogiego gestu. Przeciwnie, gdy sami nie wieźliśmy nic z towarów akcyzowych - zdarzało się, że "babuszki" prosiły byśmy wzięli w opiekę część ich towaru, by w ramach dopuszczalnego limitu całkowicie legalnie i bezpiecznie przewieźć go przez granicę. Serdecznie później dziękowały za udzieloną pomoc, czasami nawet z jakimś drobnym upominkiem. Ale przecież nie o upominek chodzi. Pociągi "przemytnicze", choć oczywiście jest to naruszenie ładu prawnego, są elementem lokalnego "folkloru" wielu przygranicznych miejscowości. Dla licznych osób taki drobny czarny biznes to jedyne źródło utrzymania. Oczywiście, można długo dyskutować, jakie to ma skutki dla lokalnej społeczności (oraz fiskusa - a więc państwa jako takiego). Czy napływ tanich papierosów i alkoholu, to raczej źródło utrzymania i aktywności, czy przyczyna szkód społecznych? I jedno, i drugie. Znam Polki, które "upozorowane" na Ukrainki handlują tym towarem na ustrzyckim rynku. Tymczasem my pogardliwie mówimy o handlarzach "ruscy". Kramarze przepędzają ich wulgarnie ze swoich sklepików, kiedy chcą obejrzeć dostępne tam warzywa. A to są dokładnie tacy sami ludzie jak my, którzy starają się znaleźć swoją niszę w systemie. Dla mnie - przejazd pociągiem "przemytniczym" to przygoda. Fascynujące jest obserwować na żywo, jak ci ludzie wykorzystują każdy zakamarek (i tak już zdewastowanego do granic możliwości) pociągu, by ukryć część swojego towaru. Fascynujące, jak upychają całe pakiety papierosów pod ubraniami, w rękawach, obwiązują się pończochami z tymi paczkami w środku. Niczym muzułmańscy szahidzi z Kaukazu czy bliskiego wschodu. Wszystko po to, by zarobić parę złotówek i utrzymać siebie i rodzinę. Moim smutkiem jest widzieć, jak celnicy "znajdują" i rekwirują część przewożonych nielegalnie rzeczy. Obserwować ten dramat: ten człowiek dziś nie przyniesie do domu zarobków. Celnik właśnie zabrał wszystkie jego towary (ciekawe, co z nimi zrobi?). Stratę będzie pewnie trzeba odpracowywać przez kolejne 2 tygodnie... a praca jest niewdzięczna. Kokosów oni na tym nie zbijają. To nie jest mafia na wielką skalę. To są drobni, naprawdę drobni ciułacze. Zapewne na granicy opłacalności, a często poniżej. Dokładnie o tym piszą w swoich książkach Stasiuk, Michał Olszewski, i inni. Taka nostalgia jest coraz bardziej poszukiwana. Krajobraz: wokół nostalgia i bezruch, a wewnątrz tli się żywa iskra przedsiębiorczości - na miarę możliwości człowieka, na miarę warunków. O takim świecie z otwartością i zrozumieniem pisze Tomasz Rakowski w swoich "Łowcach, zbieraczach, praktykach niemocy". Moim zdaniem, zjawisko należałoby - zamiast potępiać – próbować zamienić na lokalną atrakcję. Wozić tym pociągiem do Chyrowa znajomych, wycieczki... Nawet nie zapowiadając specjalnie, że zobaczą przemytników bez najmniejszej żenady ukrywających towar. Fama o "dodatkowych atrakcjach" sama pójdzie w świat. Tak właśnie rodzi się lokalny koloryt, tylko trzeba to umiejętnie przekuć i wykorzystać. Krakowski Lajkonik to nic innego, jak przekształcony w ten sposób, tatarski najeźdźca - który teraz bawi i cieszy. Może za 300 lat, gdy Unia sięgnie już daleko za Ural, w rozrośniętej, milionowej aglomeracji ustrzyckiej będzie podobnie świętowany taneczny występ barwnego i wesołego przemytnika? Pewnie nie, ale... kto wie? Na wszelki wypadek, zastanówmy się chwilę, zanim rzucimy kamień.
![]() adres tego artyku³u: http://www.naszepo³oniny.pl/articles.php?id=1137 |