|
|

 |
Artyku³y » ~ Archiwum » [Nr 7/100] Moje Połoniny |
Moja przygoda z „Naszymi Połoninami” miała swój początek prawie osiem lat temu, kiedy to wspólnie z Wieśkiem Stebnickim wydawaliśmy lokalny periodyk Sojuszu Lewicy Demokratycznej zatytułowany „Bieszczady Inaczej”.
Był to typowy biuletyn wyborczy przed wyborami samorządowymi, które odbyły się w dniach 27 października i 10 listopada 2002 roku. Ukazały się cztery numery tego biuletynu a jego popularność zadecydowała o tym, że postanowiliśmy wydawać lokalną gazetę, powołując do życia Bieszczadzkie Czasopismo Regionalne „Nasze Połoniny”. Dla mnie szczególnym bodźcem do założenia gazety było zachowanie ustrzyckich władz lokalnych a zwłaszcza Tadeusza Szewczyka – Naczelnego Redaktora wydawanej przez Gminę Ustrzyki Dolne - „Gazety Bieszczadzkiej”. Pamiętam swoją jedyną, jak do tej pory, wizytę w redakcji tej gazety i zachowanie Tadeusza Szewczyka wobec mnie, które przypominało jako żywo zachowanie Marszałka Piłsudskiego wobec posłów opozycji. Zarówno Tadeuszowi Szewczykowi, jak i burmistrzowi Sułui trudno było pogodzić się z faktem, że ktoś może mieć inne zdanie na temat naszego miasta a zwłaszcza, że próbuje wyrażać te swoje spostrzeżenia za pomocą słowa drukowanego. Zostaliśmy obsobaczeni przez Naczelnego „Bieszczadzkiej” na łamach tej gazety i co najśmieszniejsze za pieniądze mieszkańców, którzy corocznie dopłacają do tego czasopisma dość sporo pieniędzy. Zresztą nie tylko dla władz gminnych byliśmy przysłowiową „solą w oku”, również Zarząd Powiatu Bieszczadzkiego, na czele ze swoim Starostą panią Ewą Sudoł, źle znosił nasze krytyczne uwagi na swój temat. Po dwóch artykułach na temat pani Starosty zatytułowanych i , cierpliwość pani Ewy Sudoł się skończyła, przyczynił się do tego zapewne artykuł Krzysztofa Potaczały „Awantura o skarbnika” zamieszczony w „Nowinach” w dniu 6 lutego 2003 roku. Pokrótce przypomnę, że dotyczyły one faktu pełnienia przez panią Ewę Sudoł funkcji skarbnika ustrzyckiego Urzędu Miejskiego w czasie zajmowania stanowiska Starosty Bieszczadzkiego. Wyprowadzona z równowagi naszą śmiałością pani Starosta Ewa Sudoł, złożyła na „Nasze Połoniny” oficjalny donos do prokuratury. Nie mogąc jednak zarzucić nam pisania nieprawdy, postanowiła oskarżyć nas o nielegalną działalność. Policja podjęła stosowne czynności, sprawdzono między innymi drukarnię w Sanoku i wszystkie dokumenty rejestracyjne gazety. Naczelny Stebnicki został wezwany na policję, gdzie przedstawiono mu zarzuty i przesłuchano w charakterze podejrzanego. Tylko wyjątkowej postawie ówczesnego Komendanta Powiatowego Policji w Ustrzykach Dolnych Stanisława Dziedzica zawdzięcza, że nie pobrano od niego odcisków palców, jak od pospolitego przestępcy. Cała sprawa skończyła się niewielkim mandatem karnym za omyłkowe niezamieszczenie w gazecie numeru rejestracyjnego ISSN, co było zresztą spowodowane moją nieuwagą. Pamiętam jednak doskonale, jaką popularnością cieszyły się „Nasze Połoniny” nr 4(5) datowane na dzień 6 marca 2003 roku z listem gończym i zdjęciem Wieśka Stebnickiego za więziennymi kratami.
Wspomnę jeszcze marcowe obrady Rady Powiatu Bieszczadzkiego, na których miałem możliwość, dzięki życzliwości przewodniczącego Piotra Korczaka, zaprezentowania stanowiska redakcji w tej sprawie. Z owego zawirowania wokół naszej gazety na zawsze pozostanie mi w pamięci sesyjna wypowiedź pani Ewy Sudoł, że doniesienie o przestępstwie, jakiego dokonała, było wyrazem jej nienagannej postawy obywatelskiej, a także propozycja kilku czytelników powołania Komitetu Obrony Połonin o wdzięcznym skrócie „KOP”.
Z innych wydarzeń mam ciągle w pamięci wiosnę2006 roku i zawirowania wokół odwołania pani Aliny Buzuk ze stanowiska dyrektora Międzyszkolnej Krytej Pływalni „Delfin”. Mój artykuł był próbą przedstawienia czytelnikom rzeczywistego przebiegu procedury zwalniania pani Buzuk w kontekście nieprawdziwej informacji przedstawionej w „Gazecie Bieszczadzkiej” z dnia 5 maja tego samego roku. Napisany przeze mnie materiał bardzo zdenerwował szefa „Bieszczadzkiej” Tadeusza Szewczyka, który na łamach swojej gazety (nr 12 z czerwca 2006 r.) sponiewierał zarówno „Nasze Połoniny” jak i mnie osobiście, nazywając moje pisanie „pseudouczonym wywodem”. Czując się dotkniętym artykułem Tadeusza Szewczyka napisałem do „Gazety Bieszczadzkiej” list, w którym szczegółowo wyjaśniłem swoje racje, prosząc równocześnie o opublikowanie mojego listu w gazecie, do czego, w myśl „Prawa Prasowego”, miałem pełne prawo. Niestety, do dnia dzisiejszego ani publikacji, ani odpowiedzi na mój list, nie doczekałem się.
Kolejną zapamiętaną sprawą, o której pisałem w „Naszych Połoninach” to konflikt w Lokatorsko Własnościowej Spółdzielni Mieszkaniowej „Drzewiarz” z 2008 roku, wywołany niezgodnymi z prawem wynagrodzeniami pobieranymi przez niektórych członków Rady Nadzorczej tej spółdzielni. Jeden z członków rady pan Andrzej Szarzewicz, o którym w swoim artykule w ogóle nie wspominałem, zarzucił mi kłamstwo, zapowiadając w imieniu swoim i ówczesnego przewodniczącego Rady Juliana Czarneckiego, proces sądowy o naruszenie dóbr osobistych. Na zapowiedziach się skończyło, ale cała sprawa może mieć jeszcze swój dalszy ciąg na łamach „Naszych Połonin”, bo z tego, co mi jest wiadomo, problem opisywanych nielegalnych wynagrodzeń nie został jeszcze rozwiązany i w każdej chwili może stać się powodem kolejnych poważnych perturbacji w Spółdzielni Mieszkaniowej „Drzewiarz”. I na koniec, jeszcze jedno szczególne wspomnienie, związane z tragicznie zmarłą panią Marią Kaczyńską, małżonką Prezydenta Rzeczpospolitej. Reprezentując gazetę miałem okazję spotkać się z panią Prezydentową podczas jej wizyty u dzieci z ogarniętej wojną Gruzji, w ustrzyckim Hotelu „Laworta”. Ogromna elokwencja, wielka kultura osobista oraz wyjątkowe ciepło, to cechy tej nad wyraz skromnej kobiety, które na zawsze zapamiętam.
Wspominając moje prawie osiem lat z „Naszymi Połoninami”, najbardziej fascynują mnie zmiany, jakie w postrzeganiu naszej gazety nastąpiły wśród członków władz ustrzyckiej Gminy i Powiatu Bieszczadzkiego. Opisywane na początku mojego artykułu przepychanki naszej gazety z Burmistrzem Ustrzyk Dolnych i Starostą Bieszczadzkim należą już do przeszłości. „Nasze Połoniny” wpisały się na stałe w bieszczadzki krajobraz medialny i są traktowane na równi z „Gazetą Bieszczadzką” i innymi mediami. Świadczą o tym liczne zaproszenia do udziału w bieżących wydarzeniach, jakie otrzymujemy od burmistrza Henryka Sułui i starosty Krzysztofa Gąsiora. Jedyną osobą, która do dzisiaj nie zmieniła swojego stosunku do nas i nadal traktuje nas mało poważnie jest Naczelny Redaktor „Gazety Bieszczadzkiej” pan Tadeusz Szewczyk, ale takie jest jego święte prawo. Za największy sukces „Naszych Połonin” uważam utrzymanie się na rynku oraz osiągnięcie regularnego dwutygodniowego cyklu wydawniczego. Mam nadzieję, że w niedługim czasie uda się nam stworzyć nowoczesną internetową mutację gazety, o czym od dawna marzę.
Marek Prorok
|
|
 |
[Nr 7/100] Moje Połoniny |
| » [Nr 7/100] Moje Połoniny |
| Nadaje Pan na innych, a siebie
Pan nie widzi. Rok temu
pracował Pan w kiosku na
rynku to w prawie kazdym
numerze cos niedobrego o rynku
Pan pisał. Jak Pana zwolnili
temat rynku tez sie skonczył.
Pisal pan o ludziach na
motorach: "nowobogaccy
myślą że im wszystko wolno
i na teren leśny
wjeżżąja........ Ale jak
Panu Nadleśnictwo zamknęło
drogę w Teleśnicy to juz
pisał Pan złe słowa na
nadleśnictwo. Moim i nie
tylko moim zdaniem pisze Pan
tylko pod siebie. |
| Dodano 24 Maja 2010 przez ~michał |
|
|
|