|
|

 |
Artyku³y » ~ Archiwum » [Nr 15/91] Ustrzyckie Nadleśnictwo kontra Marek Wojdyła |
Rzeczywisty konflikt, czy tylko nadmiernie rozdęty spór zacietrzewionych?
Sprawa sięga roku 2007 kiedy to młody mieszkaniec Łobozewa rozpoczął prowadzenie działalności gospodarczej pod nazwą „Usługi Leśne – Marek Wojdyła”. W dniu 24 stycznia 2007 roku zawarł stosowną umowę z Nadleśnictwem Ustrzyki Dolne, wówczas jeszcze działającym pod nazwą Nadleśnictwa Brzegi Dolne. Umowa ta została zawarta w wyniku rozstrzygnięcia postępowania o udzielenie zamówienia publicznego, prowadzonego w trybie przetargu nieograniczonego. Umowa o numerze 16/07 szczegółowo określała zakres robót do wykonania na terenie Leśnictwa Teleśnica a wartość przedmiotu umowy została określona na kwotę prawie 101 tysięcy złotych.
Podłoże konfliktu
Spór, o którym piszę składa się z dwóch części. Pierwsza dotyczy dwóch zleceń z dnia 18 kwietnia 2007 roku o numerach 08/V/1-0 na naprawę ogrodzeń o łącznej długości 3170 mb z terminem realizacji do dnia 30 września 2007 oraz nr 08/V/ 2-0 na wykonanie nowych ogrodzeń o długości 2100 mb z realizacją do dnia 30 listopada 2007. Druga zaś dotyczy sfery pozaumownej i jest zdecydowanie bardziej zagmatwana. Zacznijmy od tej pierwszej. Marek Wojdyła twierdzi, że z zawartej umowy nie wywiązał się w stu procentach, bo nie wykonał pewnej części naprawy istniejących ogrodzeń oraz budowy nowych ogrodzeń. Wymienia w swoich oficjalnych wyjaśnieniach dwa powody. Pierwszy z nich to niedostarczenie przez Nadleśnictwo Ustrzyki Dolne materiałów na wykonanie prac, do czego zgodnie z umową było zobowiązane. Drugi powód, to trudne warunki panujące na terenie objętym umową. W rozmowie ze mną mówił o jeszcze jednym powodzie. Jego zdaniem, w tym samym czasie inny wykonawca prowadził na terenie objętym umową prace, które uniemożliwiały jego działania. Ustrzyckie Nadleśnictwo będące drugą stroną umowy wyjaśnia, że już w listopadzie 2007 roku, zastępca nadleśniczego przeprowadził z Markiem Wojdyłą rozmowę dyscyplinującą powodem, której były znaczne opóźnienia w realizacji postawionych przed nim zadań. W wyniku tej rozmowy Marek Wojdyła zobowiązał się do wykonania wszystkich zakontraktowanych prac w terminie do końca 2007 roku. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że ostatecznie umowa nie została w pełni zrealizowana, co w dniu 31 grudnia 2007 roku potwierdził Marek Wojdyła w swoim oświadczeniu złożonym w Nadleśnictwie. Przejdźmy teraz do drugiej części sporu. Marek Wojdyła wykonał prace remontowe przy ogrodzeniu w dziale 319c mimo, że zawarta z Nadleśnictwem umowa nie obejmowała wykonania tych robót. Zainteresowany twierdzi, że na te prace otrzymał ustne zlecenie od leśniczego Leśnictwa Teleśnica i wycenił ich wartość na dwa tysiące złotych. Leśniczy zdecydowanie zaprzecza, jakoby wydawał ustne zlecenie wykonania tych robót, uznając równocześnie ich wykonanie za całkowicie zbędne. Na prawdziwość swoich stwierdzeń Marek Wojdyła przedstawia świadków w osobach swojego dziadka Stanisława Wojdyły i jego brata Mariana Wojdyły. Jednak bliski stopień pokrewieństwa ze świadkami oraz fakt, że obaj czynnie uczestniczyli w realizacji spornej umowy sprawia, że ich wiarygodność może byś przez zainteresowanych poddawana w wątpliwość. Nie ma jednak najmniejszych wątpliwości, że prace te zostały wykonane.
Przebieg konfliktu
W dniu 1 lutego 2008 roku Nadleśnictwo skierowało do Marka Wojdyły pismo informujące go, że na podstawie §9 pkt. 1 zawartej między stronami umowy, nakłada na niego karę umowną w wysokości 4515 złotych i 41 groszy. Wysokość kary wynikała z wartości niezrealizowanych robót(ponad 12 tysięcy zł.) oraz opóźnienia prac wynoszących odpowiednio o 92 i 31 dni. W dniu 7 lutego 2008 roku Marek Wojdyła odwołał się od decyzji Nadleśnictwa, które to odwołanie zostało szczegółowo rozpatrzone przez specjalną komisję kierowaną przez zastępcę nadleśniczego w dniu 26 lutego 2008 roku. W marcu tego samego roku Nadleśnictwo zaproponowało Markowi Wojdyle zawarcie ugody, proponując odstąpienie od egzekwowania nałożonej kary w zamian za rezygnację przez niego z roszczeń finansowych. W odpowiedzi na tę propozycję Marek Wojdyła wystąpił z projektem zawarcia innej ugody w myśl której, spór zostanie zakończony, jeżeli Nadleśnictwo przyzna się do winy w zaistniałym sporze i wypłaci mu odszkodowanie w wysokości 14 tysięcy. W tym samym czasie Marek Wojdyła złożył w Komendzie Powiatowej Policji w Ustrzykach Dolnych doniesienie o popełnieniu przez Nadleśnictwo przestępstwa oszustwa na kwotę 2 tysiące złotych. W wyniku działań sprawdzających policja odmówiła wszczęcia postępowania karnego, co zostało zatwierdzone przez Prokuraturę Rejonową w Lesku. Dnia 28 marca 2008 roku Marek Wojdyła złożył skargę na działalność Nadleśnictwa Ustrzyki Dolne do Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych. Do spotkania stron doszło 23 czerwca w Krośnie w obecności wysokich przedstawicieli RDLP. Po wysłuchaniu stron, zastępca dyrektora RDLP polecił nadleśniczemu odstąpienie od egzekwowania nałożonej kary umownej i pisemnego poinformowania o tym zainteresowanego.
Wnioski a raczej pytania i wątpliwości
Choć od początku sporu mija już drugi rok, to na dzień dzisiejszy konflikt pomiędzy Nadleśnictwem Ustrzyki Dolne a Markiem Wojdyłą trwa nadal. Strony uparcie trwają przy swoich stanowiskach. Nadleśnictwo nadal warunkuje odstąpienie od egzekwowania nałożonej kary zawarciem przez Wojdyłę ugody na zaproponowanych warunkach a Wojdyła warunkuje zawarcie ugody wypłaceniem żądanego odszkodowania. Trudno jest wyciągnąć w tej sprawie jednoznaczne wnioski.
Nasuwa się jednak wiele pytań i wątpliwości. Dlaczego Nadleśnictwo Ustrzyki Dolne oficjalnie nie odstąpi od nałożonej na Marka Wojdyłę kary, skoro takie polecenie otrzymało od Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie? Jeżeli Nadleśnictwo nadal uznaje słuszność swoich roszczeń, to dlaczego nie próbuje egzekwować nałożonej kary umownej? Czy chce w ten sposób pokazać swoją monopolistyczną pozycję wobec młodego i niedoświadczonego kontrahenta? Dlaczego Marek Wojdyła żąda zapłaty przez Nadleśnictwo kwoty aż 14 tysięcy złotych, skoro jak sam twierdzi zawartych w umowie prac do końca nie wykonał? Dlaczego pewny swoich racji Wojdyła nie wystąpi przeciwko Nadleśnictwu na drogę postępowania cywilnego, co w świetle zawartej przez strony umowy byłoby postępowaniem najbardziej racjonalnym? Skąd tyle uporu i zacietrzewienia w postępowaniu obydwu stron? Próbowałem dociec podłoża konfliktu w Łobozewie gdzie mieszkają uczestnicy sporu, ale z rozmów, jakie przeprowadziłem z kilkoma mieszkańcami niewiele wynika. Spotkałem się wprawdzie ze stwierdzeniami, że cały ten spór jest spowodowany osobistymi niesnaskami pomiędzy leśniczym Leśnictwa Teleśnica Wiesławem Łazorem a ojcem Marka Wojdyły- Piotrem. Ten ostatni miał podobno mówić do wielu osób, że Łazora „wykończy”, ale wszystkie te stwierdzenia nie znajdują żadnego potwierdzenia i można je potraktować tylko, jako najzwyklejszą plotkę. Konflikt więc trwa i będzie trwał dopóty, dopóki strony nie dojdą do porozumienia lub nie zostanie od rozstrzygnięty przez niezawisły sąd.
Marek Prorok
|
|
 |
[Nr 15/91] Ustrzyckie Nadleśnictwo kontra Marek Wojdyła |
|
|