|
|

 |
Artyku³y » ~ Archiwum » [Nr 8/84] Ballada wagonowa |
Piętnaście lat temu 28 maja 1994 roku dokonano uroczystego otwarcia kolejowego przejścia granicznego Krościenko- Chyrów. Pracowałem wtedy jako szef biura poselskiego posła Władysława Wrony. Mój pracodawca był wśród oficjalnych gości uczestniczących w tych uroczystościach. Jednak głównymi bohaterami tego otwarcia byli inicjatorzy uruchomienia przejścia Piotr Korczak po stronie polskiej i Wołodymyr Horbowy po stronie ukraińskiej. Udało im się wtedy coś, co wcześniej było praktycznie niemożliwe.
Już w dniu uroczystego otwarcia z przejścia skorzystało z niego sporo osób z Ustrzyk Dolnych i okolicy. Przejście otwierało możliwości tzw. podróży sentymentalnych dla między innymi przesiedleńców z okolic Bełza. Prócz podróży sentymentalnych głównymi podróżnikami tego pociągu byli ludzie korzystający z różnic cenowych pomiędzy Polską i Ukrainą przewożący głównie alkohol i papierosy.
Na przestrzeni ostatnich piętnastu lat z pociągu tego skorzystało około 900 tysięcy osób. To cyfra która jednoznacznie świadczy o tym iż otwarcie tego przejścia było dobrym pomysłem. Początkowo przejście to było przejściem międzypaństwowym, czyli mogli z niego korzystać obywatele Polski i Ukrainy, a od pewnego czasu jest to przejście międzynarodowe, z którego mogą korzystać obywatele wszystkich państw świata.
Nie da się ukryć, że jest to pociąg przemytniczy. Korzystają z jego usług praktycznie ciągle ci sami ludzie. Ludzie zarabiający na różnicach cen pomiędzy Polską i Ukrainą. Jeśli chodzi o papierosy i alkohol to różnica ta jest spora. Jak do tej pory warto wsiąść do pociągu w Sanoku i pokonać sześćdziesięciokilometrową trasę by wyjść na swoje. Jazda tym pociągiem i przemycanie papierosów i alkoholu to swoista zabawa w kotka i myszkę. Pasażerowie kryją gdzie tylko mogą papierosy, celnicy znając te miejsca wyciągają setki paczek papierosów podczas każdej kontroli. Jak widać nie zdążą wszystkiego wyciągnąć, bo pasażerowie – przemytnicy z podróży nie rezygnują.
Korzystają też z pociągu prawdziwi turyści. I dla choćby kilku z nich warto to przejście utrzymać. Turyści to pieniądze, pieniądze to instrument rozwoju rejonów przygranicznych. Piętnaści lat temu Chyrów, Dobromil, Stary Sambor to małe zapyziałe miasteczka bez jakichkolwiek inwestycji. Dzisiaj to dynamicznie rozwijające się miasteczka, dorównujące tym po polskiej stronie.
Największą atrakcją tej linii był jeszcze nie tak dawno przejazd zakazanym dla polaków terenem. Na dodatek mieszkańcy Bieszczad mieli bezpośrednie połączenie ze swoją stolicą Warszawą. Trasa kolejowa biegła od Zagórza prze Ustrzyki, Chyrów , Niżankowice, Przemyśl do Warszawy. Warto ponownie uruchomić tą trasę. Rady powiatów bieszczadzkiego i starosamborskiego podjęły uchwałę, która umożliwia podjęcie takich działań. Przed pierwszą wojną światową na tej trasie jeździły dwa pociągi międzynarodowe z Przemyśla do Wiednia dziennie. Pora przywrócić ten ruch międzynarodowy ponownie.
Niestety kolej jest molochem niesprawnym. Większość kosztów kolei pochłaniają płace zarządów kolejowych spółek. Na kolei nic się nie opłaca. Nikt tam nie myśli ekonomicznie. Wydziera się strajkami pieniądze na płace, nie myśli się jak te pieniądze zdobyć.
Jeśli nic się w tym względzie nie zmieni, to pociąg przestanie odwiedzać Ustrzyki. Jak twierdzą władze PKP ekonomia wyznacza celowość utrzymania linii. Jednocześnie władze PKP nie chcą wydzierżawić ustrzyckiego dworca, nie chcą zmienić miejsc zatrzymywania się lokalnego pociągu. Czyli zmierzają jednoznacznie do likwidacji tej linii. Znamy nawet datę tej likwidacji, ma to się odbyć w 2015 roku.
Nie możemy na to pozwolić. Podoba mi się to, że sprzeciwiły się temu lokalne samorządy. Zebrały się one w Zagórzu i postanowiły bronić za wszelką cenę linii kolejowej z Jasła do Krościenka z odgałęzieniem do Łupkowa. Nie wolno pozwolić bezwolnej PKP na decyzje dotyczące lokalnych linii kolejowych. Wiedza szefów PKP jest mała i miałka, oni bronią tylko swoich płac. Nie interesują ich interesy lokalnych samorządów. Pociąg na linii Sanok – Chyrów jest i będzie potrzebny. Jeśli PKP tego nie rozumie to trzeba przejąć tą linię przez lokalne samorządy. Trzeba znaleźć pieniądze na jej utrzymanie. Trzeba znaleźć prywatnego inwestora, dla którego linia ta nie będzie przekleństwem, a jedynie dobrym interesem.
Wierzę, że tak się niebawem stanie.
Wiesław Stebnicki
|
|
 |
[Nr 8/84] Ballada wagonowa |
|
|