Od początku istnienia drogowego przejścia granicznego na polsko – ukraińskiej granicy w Krościenku, słyszy się o łapówkarstwie i korupcji panującej wśród zatrudnionych tam funkcjonariuszy. Poruszony niesamowitością zasłyszanych przekazów postanowiłem osobiście przekonać się o ich prawdziwości. W ciągu ostatniego miesiąca kilkakrotnie przekraczałem granicę na przejściu Krościenko – Smolnica i przyznaję, że poczynione obserwacje są szokujące. Dotyczy to tylko i wyłącznie funkcjonariuszy służb ukraińskich. Polskie służby, za wyjątkiem odosobnionego przypadku wyjątkowo niesympatycznego młodszego chorążego Straży Granicznej, spisują się w moim przekonaniu bez zarzutu. Zachowanie funkcjonariuszy ukraińskich i to zarówno Państwowej Przygranicznej Służby Ukrainy(DPSU), jak i Państwowej Służby Celnej, pozostawia najdelikatniej mówiąc wiele do życzenia. Za wyjątkiem nielicznych przypadków, traktują oni przekraczających granicę jako zło konieczne i na każdym kroku starają się okazać swoją wyższość nad nimi. Niesympatyczna, a często wręcz arogancka obsługa to chleb powszedni ukraińskich służb granicznych. Do tego dochodzi wyjątkowa nachalność w wymuszaniu łapówek. Są to drobne kwoty, które jednak pomnożone przez ilość samochodów odprawianych w ciągu doby, dają ogromne sumy liczone w tysiącach złotych. Większość dających łapówki robi to dla świętego spokoju, aby uniknąć dodatkowych , nieprzyjemnych przeszukań i upokorzeń z tym związanych. W powszechnym rozumieniu dają owe kilka złotych za paliwo przewożone w kanistrze, co jest kompletnym nieporozumieniem, bowiem tak zwany Nowy Kodeks Celny Ukrainy wprowadzony w życie z dniem 1 stycznia 2004 roku nie zawiera takiego zakazu. W rozdziale IX zatytułowanym „Zasady odprawy celnej i opodatkowania towarów przemieszczanych przez granicę celną Ukrainy przez podróżnych”, mówi między innymi o warunkach odprawy celnej towarów, które są wywożone przez osoby fizyczne poza granice obszaru celnego Ukrainy. Zasady te nie dotyczą jednak, między innymi, spadków, nagród, mienia przesiedleńczego i innych towarów, których łączna wartość nie przekracza kwoty 200 euro. Nie przypuszczam, aby zbyt wielu z przekraczających granicę w Krościenku przewoziło towary ponad podaną wartość. Owe 200 euro, około 1400 hrywien, jest kwotą za którą można na Ukrainie kupić tak wielkie ilości atrakcyjnych towarów akcyzowych, że udana próba przewiezienia ich na polski obszar celny jest po prostu mało prawdopodobna. Tak więc, dawane łapówki są niczym innym, jak tylko bardzo szkodliwym reliktem dawnego systemu narzuconego zarówno Polsce, jak i Ukrainie przez wielkiego słowiańskiego brata ze wschodu. Chciałbym rozwiać jeszcze jeden mit krążący wśród przekraczających polsko – ukraińską granicę, a mówiący o tym, że polskie służby graniczne biorą łapówki od Ukraińców, tak jak ukraińskie służby od Polaków. Od początku twierdzenie takie uważałem za kosmiczną bzdurę, ale dla własnego spokoju zadałem sobie trochę trudu i zapytałem o to Ukraińców codziennie jeżdżących do Polski. Na ponad dwudziestu zapytanych ani jeden nie potwierdził dawania łapówek w formie gotówki. W dwóch przypadkach była mowa o podarowaniu butelki alkoholu i choć są to bezsprzecznie działania naganne, stanowią tylko trudny do wyeliminowania margines. W podsumowaniu moich obserwacji, muszę stwierdzić, że różnica w traktowaniu klientów przez graniczne służby polskie i ukraińskie jest co najmniej taka, jak różnica w stopniu i poziomie zagospodarowania terenów przygranicznych po polskiej i ukraińskiej stronie. Pozostaje tylko nadzieja na to, że strona ukraińska, w dającej się przewidzieć przyszłości, sama upora się z patologicznym łapówkarstwem własnych funkcjonariuszy państwowych, choć pewnie bardziej prawdopodobne jest inne rozwiązanie a mianowicie zrównanie cen towarów akcyzowych w Polsce i na Ukrainie, co w sposób naturalny rozwiąże problem kolejek i łapówkarstwa na przejściu granicznym w Krościenku.
***
Gorący okres przedwyborczy obfituje w wiele „zagrań poniżej pasa” realizowanych zapewne w myśl zasady, że cel uświęca środki. Miałem nadzieję, że przynajmniej miejsca kultu religijnego zostaną poszanowane przez komitety wyborcze w myśl biblijnej zasady o oddawaniu boskiego Bogu a cesarskiego Cesarzowi. Ku mojemu zaskoczeniu w niedzielę dnia 7 października bieżącego roku wychodząc po odprawionym nabożeństwie z ustrzyckiego kościoła pod wezwaniem Świętego Józefa Robotnika zostałem zaczepiony przez agitatorów politycznych Prawa i Sprawiedliwości. Kilkuosobowa grupa aktywistów partii szczycącej się wyjątkową prawością i absolutną sprawiedliwością usiłowała wręczyć mnie i innym wiernym opuszczającym kościół, ulotki wyborcze kandydatów namaszczonych przez braci Kaczyńskich. Wszystko to działo się w bezpośredniej bliskości kościoła, na terenie należącym do Parafii Rzymsko – Katolickiej pod wyżej wspomnianym wezwaniem. Dla prowadzących agitację wyborczą „Pisowców” nie miało to jednak znaczenia, czuli się tutaj jak u siebie. Mimowolnie nasunęło mi się pytanie, czy posiadają zezwolenie miejscowego Proboszcza, czy też działają samowolnie, naruszając nie tylko prawo, ale i dobre obyczaje. Po powrocie do domu sięgnąłem do „Słowa biskupów polskich przed wyborami parlamentarnymi 2007 roku” wystosowanego do wiernych w dniu 3 października 2007 roku.. List podpisany przez Kardynałów, Arcybiskupów i Biskupów polskich zgromadzonych na 341 Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski zostanie, zgodnie z ich decyzją, odczytany z ambon w dniu 14 października, na tydzień przed wyborami. Z owego listu wybrałem kilka fragmentów doskonale ilustrujących jednoznaczne stanowisko Kościoła w tej sprawie. Prezentuję je czytelnikom bez komentarza, bowiem zawarte w nich myśli są oczywiste i nie wymagają żadnych wyjaśnień, czy komentarzy. Oto one:
„Przed wyborami parlamentarnymi pragniemy jeszcze raz przypomnieć, że Kościół nie ma żadnej politycznej reprezentacji, a co za tym idzie partii politycznej, która miałaby prawo przemawiać w imieniu Kościoła lub powoływać się na jego poparcie.”
„Apelujemy o zachowanie w kampanii wyborczej właściwego podziału ról i kompetencji zarówno duchownych, jak i świeckich.”
„Duszpasterze zaś, jako świadkowie rzeczywistości nadprzyrodzonej nie powinni angażować się w kampanii wyborczej po żadnej konkretnej stronie.”
„Zobowiązani są uczynić wszystko, co możliwe, by unikać czynienia sobie wrogów z powodu zajmowanego stanowiska politycznego, co mogłoby spowodować zmniejszenie zaufania i oddalanie się od nich wiernych powierzonych ich duszpasterskiej misji (por. Jan Paweł II, Anioł Pański, 28 lipca 1993 r.).”
Za tydzień, w dniu odczytywania z ambon listu, którego fragmenty zacytowałem, przekonam się, czy słowa w nim zawarte mają jakiekolwiek znaczenie dla niektórych ustrzyckich działaczy PiS. Dowodem na to będzie obecność, bądź jej brak, agitatorów politycznych przed ustrzycką świątynią przy ulicy Gombrowicza.
U.D. - 07.10. 2007 r.
|