|
|

 |
Artyku³y » ~ Archiwum » [2/114] Rozmowy na początek kadencji |
Wiesław Stebnicki - Poprosił bym Pana starostę o wskazanie trzech głównych celów jakie dominować będą w powiecie w obecnej kadencji.
Marek Pańko - Głównym zadaniem jest dalsza poprawa stanu dróg- to niewątpliwy priorytet w tej kadencji. Mój poprzednik doprowadził do remontu i modernizacji około 80 km dróg, ale zostały jeszcze takie newralgiczne inwestycje drogowe jak Baligród – Wołkowyja, Lesko- Łukawica- Bezmiechowa, osuwisko w Bóbrce, most w Myczkowcach. Jeśli chodzi o most w Myczkowcach to będzie to kolejne już podejście do jego odbudowy, miejmy nadzieję, że tym razem skuteczne. Ciekawostką jest niewątpliwie to iż projekt remontu mostu składamy wspólnie z Caritas Rzeszów i diecezją wołyńską po stronie ukraińskiej.
Jako drugi z priorytetów to oświata. Będziemy kontynuować program oszczędnościowy wprowadzony przez poprzednią radę. Udało się nam praktycznie zrównoważyć wydatki na oświatę z otrzymywaną subwencją. Dodam, że jeszcze nie tak dawno dopłacaliśmy do oświaty prawie milion zł. W powiecie leskim istnieje Powiatowy Zespół Obsługi Administracyjnej Szkół, który ma za zadanie tak dysponować subwencją oświatową by nie zachodziła konieczność dopłacania do oświaty z innych pieniędzy. W powiecie istnieje cztery szkoły średnie podporządkowane starostwu, których obsługę finansową prowadzi Zespół Obsługi Administracyjnej. Chcemy zmobilizować szkoły do aktywnego poszukiwania uczniów, bo ich liczba z roku na rok maleje. Planujemy zorganizowanie targów szkolnych, by zachęcić gimnazjalistów do wybrania nauki w Lesku. Oświata to ważna dla nas sprawa bo wydatki na nią stanowią blisko 1/3 budżetu.
Trzeci priorytet to służba zdrowia, czyli szpital. Jak na razie nic nie wiadomo w którym kierunku w Polsce pójdzie reformowanie służby zdrowia. Nie mniej jednak jak na razie szpital to i jego prawidłowe działanie to duży problem dla starostwa. Jest to największy zakład pracy w powiecie, zatrudniający ponad czterystu pracowników, z dużym budżetem jednak nie wystarczającym do pełnego samofinansowania się szpitala. Szpital dużo inwestował co łatwo spostrzec, ma jednak pewne długi, od czasu do czasu zatory płatnicze. W szpitalu prowadzony jest audyt, który da nam większą wiedzę na temat jego kondycji finansowej i dopiero wtedy będziemy się zastanawiać jakie działania podjąć.
W. S. - Czy prawdą jest, że szykują się zmiany na stanowisku dyrektora?
M. P. - Nic mi o tym nie wiadomo. Decyzja należy w takim wypadku do starosty, a ja jak na razie żadnych decyzji w tej sprawie nie podejmowałem.
Owszem słyszę o różnych problemach dotyczących szpitala i biorę je pod uwagę, ale dopiero po audycie będzie można coś konkretnego mówić. Kontrowersje budzi decyzja o remoncie przychodni. Ze strony technicznej nie mam do niej zastrzeżeń, może jedynie pora na tak spora inwestycje nie była odpowiednia.
W. S. - Czy przewaga jednego mandatu nie stanowi pewnego dyskomfortu dla podejmowania decyzji?
M. P. - Nasza opozycja jak ja oceniam nie jest opozycją ideologiczną lecz bardziej emocjonalną, skupioną wokół mojego kontrkandydata Roberta Petki.
Uważam, że był czas walki zgodnie z prawami demokracji, w końcu jednak przychodzi czas podejmowania decyzji dotyczących konkretnych spraw, miedzy innymi dotyczących trzech głównych priorytetów które wymieniłem wcześniej. Nie wydaje mi się by opozycja głosowała wtedy dla samej zasady przeciw. Myślę, że również będzie to stanowisko merytoryczne, uzasadnione dobrem mieszkańców powiatu. Sprawdzianem będzie już najbliższa sesja Rady Powiatu związana z uchwaleniem budżetu. Mam świadomość, że układ osiem do siedmiu to nie jest łatwy układ, mam tez jednak świadomość, że tych ośmiu radnych związanych ze mną to pewien monolit. Na dodatek w większości to już doświadczeni samorządowcy, którzy nie kierują się emocjami.
W. S. - Czy korzysta pan z porad byłego starosty, czy w ogóle się kontaktujecie?
M. P. - Nie rozstaliśmy się w jakiś negatywnych relacjach. Był już u mnie po wyborach. Rozstaliśmy się jak koledzy. Tak naprawdę to Marka nikt nie wygryzł, to jego choroba miała główny wpływ na taki , a nie inny układ powyborczy. Był więc wakat stąd też tak ostra wyborcza walka. Gdyby Marek Scelina stanął do tej walki w pełni zdrowia to najprawdopodobniej trudno by było komukolwiek z nim wygrać.
Wprawdzie jak na razie z porad byłego starosty nie korzystam, ale korzystam z pomocy wicestarosty Stanisława Szelążka, który funkcję tą sprawuje już trzecią kadencję.
W. S. - Jakie ma Pan układy z burmistrz Barbarą Jankiewicz?
M. P. - Układ jest dobry. Korzystałem w swojej kampanii wyborczej ze spotkań organizowanych przez Panią burmistrz. Jeździłem z nią razem i miałem swoje na nich swoje przysłowiowe trzy minuty. Nasza znajomość sięga jeszcze z czasów gdy Pani burmistrz prowadziła w urzędzie sprawy związane z komunikacją, ja też zajmowałem się tymi sprawami w starostwie. Była to wtedy współpraca jak najbardziej merytoryczna oparta na wzajemnym zaufaniu i to pozostało po dziś dzień.
W. S. - Proszę mi powiedzieć jak wygląda sprawa głównych wskaźników decydujących o kondycji finansowej starostwa.
M. P. - Rok 2010 zakończyliśmy wskaźnikiem 44,6% deficytu budżetowego. Podobnie było w latach poprzednich. Zadłużenie w liczbach bezwzględnych utrzymuje się na poziomie 13,5 miliona. Jednak w stosunku do wysokości budżetu powoli spada.. To duży dług jednak w porównaniu z innymi samorządami powiatowymi nie taki straszny. Ponadto mamy spory majątek w nieruchomościach, których jednak nie wyprzedajemy. Te nieruchomości zlikwidowały by dług, ale teraz na rynku panuje dekoniunktura i nie chcemy zbywać majątku za wszelką cenę.
W. S. - Może starosta przybliży nam co nieco swoją osobę?
M. P. - No cóż, mam 56 lat. Jestem z wykształcenia zootechnikiem, co może dziwić mając na uwadze funkcję jakie od pewnego czasu sprawuję. Jednak przez osiem lat po studiach pracowałem w swoim zawodzie głównie na terenie obecnego powiatu bieszczadzkiego. Później prowadziłem własną działalność gospodarczą w branży drzewnej, przez jakiś czas z włoskim wspólnikiem. W końcu praca w urzędach i dodatkowe studia. Mam żonę Wiesławę i dwójkę dorosłych dzieci. Żona uczyła fizyki w leskim LO. Dzięki tej pracy mogła przejść wcześniej na emeryturę i z możliwości tej skorzystała. Mamy dwójkę dorosłych już dzieci. Syn Łukasz jest lekarzem w Lublinie. Tam skończył studia medyczne i ożenił się na dodatek z lekarką. Oboje mieszkają w Lublinie i pracują. Mają dwójkę dzieci, a trzecie jest w drodze. Córka Sabina studiowała psychologię w Warszawie. Tam wyszła za mąż, tam też mieszka i prowadzi własną działalność gospodarczą. Jak na razie nie maja jeszcze dzieci.
Jak więc widać dzieci wyfrunęły już na stałe z domu, żona może go spokojnie prowadzić, a ja mam komfortową sytuację bo mogę w pełni oddać się pracy, mam nadzieję z dobrym skutkiem dla powiatu.
W. S. - Dziękuję za rozmowę.
|
|
 |
[2/114] Rozmowy na początek kadencji |
|
|