Los sprawił, że często odwiedzam ustrzycki cmentarz położony w bliskim sąsiedztwie cerkwi greko-katolickiej. Wszystkie cmentarze w tym kraju są do siebie w pewien sposób podobne jedno, co w zasadniczy sposób różni ustrzycką nekropolię od innych miejsc wiecznego spoczynku, to ruch pojazdów mechanicznych jaki odbywa się przez środek cmentarza. Rozumiem, że istnieje konieczność dojazdu na teren cmentarza pojazdów obsługi, czy też ekip wykonujących prace budowlano-remontowe, ale samochody osobowe permanentnie poruszające się po głównej alei cmentarza, to już duża przesada. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, zapewne spowodowane jest to wygodnictwem a może najzwyklejszym lenistwem osób odwiedzających miejsca pochówku swoich bliskich lub znajomych. Praktyka taka, narusza moim zdaniem pewne uniwersalne zasady wynikające z cywilizacji naszej części Europy. W bezpośredniej bliskości cmentarza znajduje się niewielki parking przy ulicy Szkolnej, oraz większy na posesji Urzędu Miejskiego. Największy ruch na cmentarzu ma miejsce w godzinach popołudniowych i w dni wolne od pracy, kiedy zaparkowanie samochodu we wspomnianych miejscach nie nastręcza większych trudności. Koniecznym rozwiązaniem wydaje się zamknięcie bramy wjazdowej cmentarza oraz wyegzekwowanie obowiązującego zakazu ruchu pojazdów mechanicznych na uliczce dojazdowej od strony ulicy Sikorskiego. Uważam, że warto i należy podjąć ten stosunkowo niewielki wysiłek organizacyjny dla uszanowania powagi tego szczególnego miejsca.
W moich zapiskach opublikowanych w poprzednim numerze „Naszych Połonin” podzieliłem się z czytelnikami moimi uwagami na temat jakości prac budowlanych przy elewacji budynku Powiatowej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Ustrzykach Dolnych. Z przyjemnością odnotowuję fakt, że moje uwagi spotkały się z zainteresowaniem ludzi odpowiedzialnych za opisany stan rzeczy. Od kilku dni trwają pracę mające na celu poprawienie południowej elewacji biblioteki. Chylę czoła przed wszystkimi, którzy przyczynili się do tak szybkiego usunięcia usterek szpecących budynek ustrzyckiej biblioteki.
Przez centrum naszego miasta prowadzi ruchliwa droga ciesząca się szczególnym powodzeniem z tego między innymi powodu, że prowadzi do przejścia granicznego z republiką Ukrainy. Duże ilości samochodów przejeżdżających ulicami 1-go Maja i 29-go Listopada nie dziwią już nikogo i stały się dla mieszkańców smutną koniecznością. Wielu martwi jednak styl jazdy uprawiany przez podążających do Krościenka a zwłaszcza nadmierna prędkość i wręcz brawura z jaką przejeżdżają przez ustrzyckie ulice. Bardzo często przejście na drugą stronę wymienionych powyżej ulic jest bardzo utrudnione i wymaga nie lada odwagi, zwłaszcza od osób starszych, czy mniej sprawnych. Zachodzi absolutna konieczność zaostrzenia kontroli policyjnej na miejskich ulicach, zanim jeszcze dojdzie do bolesnej tragedii. Funkcjonariusze służby ruchu drogowego znają wiele sposobów na walkę z kierowcami bez wyobraźni, trzeba tylko w sposób ciągły stosować je na ustrzyckich ulicach. Wiem, ż e nikt nie jest wstanie zapewnić mieszkańcom miasta absolutnego bezpieczeństwa, ale jestem przekonany, że ostre reakcje policji w stosunku do bezmyślnych użytkowników dróg przyniosą dobre efekty.
W dniu 26 czerwca bieżącego roku wysłałem pocztą elektroniczną list do „Gazety Bieszczadzkiej”, w którym zawarłem merytoryczne wyjaśnienia i sprostowania do, moim zdaniem nieprawdziwych, informacji zawartych w opublikowanym w tej gazecie artykule o zwolnieniu dyrektora Międzyszkolnej Krytej Pływalni „Delfin”. Artykuł ten zawierał obraźliwe uwagi, zarówno w stosunku do mnie, jak i do czasopisma „Nasze Połoniny”. Stali czytelnicy mieli możliwość zapoznania się z tym listem na łamach czerwcowego numeru „NP.”, a intencją mojego listu była chęć przedstawienia moich racji czytelnikom „Gazety Bieszczadzkiej”. Wydawało mi się, że jako człowiek i obywatel Ustrzyk Dolnych mam prawo do tego, aby czasopismo wydawane staraniem lokalnego samorządu zamieściło moje wyjaśnienia, zwłaszcza w sytuacji, kiedy w swojej publikacji zarzuciło mi pisanie nieprawdy. Od 26 czerwca minęło już prawie dwa miesiące i do dnia dzisiejszego nie doczekałem się publikacji mojego listu, do czego w myśl obowiązujących przepisów miałem prawo. Nie otrzymałem również od adresata żadnej odpowiedzi na mój list do czego, naturalnie moim zdaniem, miałem prawo choćby w myśl tak zwanych „dobrych obyczajów”. Czuję się zwyczajnie lekceważony przez redaktora naczelnego „Gazety Bieszczadzkiej” pana Tadeusza Szewczyka i choć nie jest to uczucie miłe, nie będę mu się odpłacał niczym podobnym.
U.D. 23.08.2006 r.
|