Nasze POŁONINY - Bieszczadzkie Czasopismo Regionalne Artykuły Forum dyskusyjne Galerie Ogłoszenia 
Baza noclegowa   Baza gastronomiczna   Dyżury aptek   Rozkład jazdy autobusów   Plan miasta
Strona główna

Archiwum
Pisane w Bieszczadach
Szukaj w serwisie:
Redakcja

Kontakt

    Gazeta / moduły
    Serwis internetowy

    Baza noclegowa

Artyku³y » ~ Archiwum » [Nr 7/47] Oblężenie zalewu
Jeszcze w kwietniu media alarmowały, że czeka nas deszczowe i zimne lato. Wydawać by się mogło w takim razie iż jedynymi turystami w Bieszczadach będą ci z długiego majowego weekendu. Na szczęście media znów kłamały , tym razem w sprawie pogody. Lato bowiem było rekordowym jeśli chodzi o brak deszczu i upały. W lipcu praktycznie rzecz biorąc termometry wskazywały dzień w dzień temperaturę w granicach 30 st. C. Stało się więc tak, że nie zimno i deszcz stały się przekleństwem tego lata , a było nim nieznośne chwilami gorąco. Takie gorące lato zmuszało ludzi do szukania ochłody. Najlepszą metodą jest kąpiel. W tym roku turyści oblegali więc wszystkie miejsca gdzie jest dostęp do wody. Niekwestionowaną stolicą letnią Bieszczad została więc Solina. Po kilku niezbyt dobrych sezonach właściciele lokali gastronomicznych , hoteli, sklepów z pamiątkami leżących w Solinie , Polańczyku mogli się wreszcie odkuć. Bywały takie dni , że spacer koroną zapory był przedsięwzięciem niezwykle karkołomnym. Tłumu ludzi , na dodatek kursujące tutaj ryksze, czyniły go wprost męczącym. Jak jednak było widać polski turysta uwielbia tłok. Bardziej niż widoki z zapory interesują go widocznie piękne kobiety spacerujące po niej, bardziej niż w kojącej ciszy , relaksuje się w rozgadanym tłumie. Solina i Polańczyk zebrały większość tegorocznej kasy jaką przywieźli turyści nad zalew. To w tych miejscowościach koncentruje się praktycznie rzecz biorąc cała baza noclegowa i gastronomiczna nad zalewem. To tutaj jest najwięcej stoisk z pamiątkami, tutaj także odbywa się większość imprez rozrywkowo- muzycznych.
Inne gminy taż mają dostęp do zalewu, ale widocznie nie wiedzą jakim jest on magnesem dla ludzi. Gmina Czarna zaniedbuje Chrewt, który od samego początku jest totalnie siermiężny. To było dobre na czasy gdy Bieszczady grały rolę Polskiego Dzikiego Zachodu, dziś się już nie sprawdza. W samym środku sezonu wypoczywający w Chrewcie skarżyli się na skandaliczne wprost warunki sanitarne na polu namiotowym. Również gmina Ustrzyki sama nie wie co posiada, ponieważ droga do zalewu przez Łobozew i Teleśnicę jest w tak fatalnym stanie , że ciężko ja pokonać samochodem osobowym. Tak więc gminy Czarna i Ustrzyki nie wyciągnęły zbyt wielu pieniędzy od turystów wypoczywających nad zalewem.
Jeśli chodzi o góry, to sezon też był udany. Ustrzyki Górne, Wetlina , Cisna były oblegane, choć nie był to tłok równy temu w Solinie i Polańczyku. Upały zniechęcały trochę do wyjścia na szlaki, w zamian jednak wypoczywający szukali miejsca nad rzekami , strumieniami, czy idąc najprościej w zacienionych barach, piwiarniach. Tym samych właściciele lokali gastronomicznych zacierali ręce, podobnie robili też sprzedawcy pamiątek.
Od pewnego czasu daje się zauważyć zanikanie kiedyś tak popularnej w Bieszczadach turystyki namiotowej. Na polach namiotowych jest coraz luźniej , bowiem ich miejsce zajmują kwatery agroturystyczne. Ceny w takich kwaterach są niewiele wyższe, a nocleg na solidnym łóżku nieporównanie wygodniejszy od tego na dmuchanym materacu. Ten sezon był więc udanym także dla właścicieli takich kwater, ale i też dla właścicieli elegantszych pensjonatów , czy hoteli. O miejsce było niezwykle trudno, choć ja się okazuje jest to baza niezwykle elastyczna, bowiem właściciele – były takie przypadki- jeśli brakło miejsc odstępowali turystom nawet własne pokoje, sami skazując się na chwilowe niewygody. Zadziałała tu zasada – klient nasz Pan, a tak prawdę mówiąc zadziałały zdrowe prawa rynku.
Niestety nie wszyscy potrafili wykorzystać ten turystyczny boom . Najazdu wypoczywających nie odczuły Ustrzyki Dolne i w nieco mniejszym stopniu Lesko. Miasta pretendujące jeszcze nie tak dawno do miana Bieszczadzkich stolic stały się w tej chwili jedynie skromnym turystycznym zapleczem Bieszczad lub po prostu punktem tranzytowym w drodze wiodącej w prawdziwe Bieszczady. Prawdę mówiąc nie ma się też czemu dziwić. Lesko pozbawione jest basenu, a i innych atrakcji turystycznych nie ma tu za wiele. Zwiedzanie zamku i wystawy w synagodze zajmuje gościom zaledwie ze dwie godziny, a później nie ma co robić. Podobnie jest w Ustrzykach. Tu w zasadzie jedynym miejscem do zwiedzania jest muzeum i ono jak raz nie narzeka na frekwencję, a poza tym nic. Jest basen kryty ale w lecie jakoś niezbyt ludzi przyciąga, zaś basen otwarty napełniono wodą dopiero w połowie lipca. Z rozmów jakie przeprowadziłem z właścicielami hoteli , kwater, lokali gastronomicznych wynikało , że jest wręcz fatalnie. No może mniej powodów do narzekań mieli właściciele bazy noclegowej, która chwilami była wypełniona praktycznie w całości , ale tak na upartego to każdy mógł znaleźć nocleg bez rezerwacji w samym środku sezonu. Pusto było w lokalach gastronomiczych. No cóż w takie upały ludzie szukali miejsca nad wodą, a w miastach im tego brakowało. Lesko musi jak najszybciej ucywilizować brzegi Sanu, zaś Ustrzyki muszą koniecznie pomyśleć o jakimś choćby niewielkim zbiorniku wodnym, bo w innym razie latem turyści obie te miejscowości będą omijać.
Ten rok był też niezwykle skromnym jeśli chodzi o duże imprezy rozrywkowo- muzyczne. Dwie największe imprezy czyli Ustrzycki festiwal Country i Bieszczadzkie Anioły spotkał różny, choć dla obu nie najlepszy los. Country w ogóle się nie odbył już po raz drugi z rzędu, zaś Anioły przeniesiono do Dołżycy, co im nie posłużyło. Ustrzycka impreza jest torpedowana przez miejscowe władze bo w jej organizatorce widzą politycznego przeciwnika, zaś Anioły do Dołżycy przeniesiono za sprawą nowego dyrektora BPN, który jest podobno zdania, że impreza w Górnej Wetlince szkodzi Bieszczadzkiemu Parkowi Narodowemu.
Tak więc zarówno miejscowi jak i turyści zdani zostali na ludowe pienia, przy których piwo można jeszcze wypić , ale już zatańczyć za bardzo się nie da. Na dodatek i tych imprez w lipcu nie było prawie wcale, poprawiło się w tym względzie nieco w sierpniu, ale wtedy często przeszkadzał deszcz.
Jak więc widać sezon wiele Bieszczadzkich miejscowości można uznać za udany. Niestety Ustrzyki, Lesko, Lutowiska, Czarna, Baligród nie mogą tego powiedzieć. Jeśli ktoś był w Zakopanem, Krynicy, czy w którejkolwiek miejscowości nad morzem to wie, że wszystkie bieszczadzkie atrakcje czekające na przyjezdnych mieszczą się tam w jednej miejscowości , na dodatek na jednej ulicy. To powinno uzmysłowić miejscowym władzom jak wiele jeszcze mają do zrobienia. Ale w tym roku nikt o tym tutaj za bardzo nie myśli bo to rok wyborów i ludziom mydli się oczy grą pozorów. Kładąc prowizoryczne chodniki, czy asfaltując co się da. Te działania widać od razu , a długofalowa polityka związana z zagospodarowaniem turystycznym odkładana jest jak zwykle na później. Władza nie zdaje sobie sprawy z tego , że turystyka to prawdziwa i jedyna szansa Bieszczad oraz sposób na życie dla miejscowych.

Wiesław Stebnicki

[Nr 7/47] Oblężenie zalewu



Imiê
E-mail
Temat
Tre¶æ
Przepisz kod:

 

© 2003-2012 Nasze Po³oniny - Bieszczadzkie Czasopismo Regionalne

Wykonanie i administracja strony: JWK WebStudio