Nasze POŁONINY - Bieszczadzkie Czasopismo Regionalne Artykuły Forum dyskusyjne Galerie Ogłoszenia 
Baza noclegowa   Baza gastronomiczna   Dyżury aptek   Rozkład jazdy autobusów   Plan miasta
Strona główna

Archiwum
Pisane w Bieszczadach
Szukaj w serwisie:
Redakcja

Kontakt

    Gazeta / moduły
    Serwis internetowy

    Baza noclegowa
Baza noclegowa

Artyku³y » ~ Archiwum » [11/104] Myczkowce - mała parafia z wielkim sercem
Myczkowce i Trześń to dwie miejscowości położone na dwóch odległych krańcach Województwa Podkarpackiego. Jedna leży w Powiecie Leskim, druga w Powiecie Tarnobrzeskim, w bezpośrednim sąsiedztwie Sandomierza. Myczkowce to jedna z najstarszych osad w Bieszczadach założona w 1376 roku, którą zamieszkuje około 500 osób, najbardziej znana z zapory na Sanie. Trześń, która swoją nazwę wzięła od drzew czereśniowych zwarcie porastających te tereny, liczy 1600 mieszkańców a historia jej jest bardzo bogata. Powstała prawdopodobnie w XI wieku a od 1325 roku posiadała już własną parafię. Wspomina o niej w swoich zapiskach nasz narodowy kronikarz Jan Długosz. Myczkowce leżą nad groźnym, ale ujarzmionym Sanem, zaś Trześń rozpościera się nad Trześniówką, niewielkim prawobrzeżnym dopływem Wisły, liczącym niespełna 60 kilometrów długości. Tragicznym dniem dla Trześni i sąsiednich Sokolnik okazał się dzień 19 maja bieżącego roku. Jeszcze przed południem, w tę nieszczęsną środę, do korony wałów na Trześniówce brakowało około 1 metra, a w granicach godziny 17.30 pękł wał i przez dwudziestometrową wyrwę woda, wtłaczana tu przez wezbraną Wisłę, w krótkim czasie zalała obie miejscowości. Trudno opisać to, co działo się na zalanych terenach, ale większość domów została zalana aż po dach.





Może trudno w to uwierzyć, ale z pomocą dla zalanej Trześni ruszyli mieszkańcy maleńkich bieszczadzkich Myczkowiec, a w zasadzie myczkowieckiej Parafii Rzymskokatolickiej pod wezwaniem Matki Bożej Częstochowskiej, obejmującej poza Myczkowcami również Zwierzyń. Pomysł pomocy zrodził się w czasie zwykłej rozmowy pomiędzy nauczycielami w Szkole Podstawowej w Myczkowcach, maleńkiej placówce oświatowej liczącej ledwie 30 uczniów. Bez reszty, w realizację tego pomysłu, włączył się ksiądz Mirosław Augustyn, proboszcz myczkowieckiej parafii. Ten dobry, skromny człowiek stał się duszą tego wspaniałego przedsięwzięcia. Na jego apel, ogłoszony z kościelnej ambony, mieszkańcy zaczęli znosić dary i zbierać pieniądze a podeszli do tego z ogromnym sercem.


Rozmiary pomocy i szczodrość mieszkańców przeszły najśmielsze oczekiwania organizatorów i czas akcji, planowanej początkowo na tydzień, trzeba było przedłużyć do dwóch tygodni. W trakcie akcji zebrano koce, kołdry, ręczniki, odzież, środki czystości a także wiele produktów żywnościowych. Organizacyjną stroną akcji zajęła się szkoła, to na jej terenie gromadzono i przechowywano dary i to jej pracownicy kierowani przez panią dyrektor Dorotę Pelc zadbali o całą resztę. Za zebrane podczas akcji pieniądze zakupiono potrzebne powodzianom artykuły. Warto podkreślić, że większość mieszkańców myczkowieckiej parafii to ludzie starsi, w niełatwej sytuacji materialnej, często sami będący w potrzebie. Jednak w obliczu tragedii, jaka dotknęła innych, wykazali się niespotykaną szczodrością i ludzką wrażliwością. Akcję mieszkańców wspomógł również ksiądz Bogdan Janik – dyrektor Ośrodka Caritasu Diecezji Rzeszowskiej w Myczkowcach. Z inicjatywy księdza Janika przekazano powodzianom 10 worków odzieży oraz zabawki i paczki ze słodyczami dla dzieci. Pozyskane dary zawieziono do Trześni dwoma samochodami dostawczymi. Jeden z nich, decyzją wójta Zbigniewa Sawińskiego został opłacony ze środków Gminy Solina. Delegacja z Myczkowiec i Zwierzynia w skład której weszli: ksiądz Mirosław Augustyn, Dorota Pelc, sołtysi Myczkowiec i Zwierzynia Krystyna Głuszko i Adam Kiełbasa oraz Antoni Zwierzyński, Zbigniew Bar i Kazimierz Łukacz, dostarczyła zabraną pomoc bezpośrednio do Trześni. Przy pomocy miejscowych rozładowali samochody na plebanii Parafii pod wezwaniem Świętej Rodziny. Było to jedyne miejsce doprowadzone do porządku po powodzi, nadające do bezpiecznego złożenia darów. Stało się tak dzięki temu, że kościół i plebania położone są nieco wyżej, niż zabudowania wioski i zalanie było mniej dotkliwe. Obraz zniszczeń zastany na terenach popowodziowych zaskoczył a raczej zaszokował wszystkich członków delegacji. Czegoś podobnego jeszcze w życiu nie widzieli. Mieszkańcom Trześni nie zostało nic, poza gołymi ścianami ich zalanych domów. Do dzisiaj nie mogą pogodzić się z tragedią, wielu z nich korzysta ze stałej pomocy psychologów a u dwudziestu osób wystąpiły zawały serca. W rozmowie ze mną pani Dorota Pelc wypowiedziała słowa: „Podobnej tragedii ludzkiej jeszcze nie widziałam. Nie potrafię tego opisać słowami. Tam życie umarło.” Na zalanych terenach brakuje wszystkiego. Mieszkańcy żyją bez prądu, gazu, wody, łazienek i toalet. Woda do celów spożywczych dostarczana jest w butelkach. W niezwykle trudnej sytuacji są dzieci, które nie mają nawet miejsca na zabawę. Mieszkańcy myczkowieckiej parafii wystąpili z jeszcze jedną inicjatywą. Zadeklarowali chęć przyjęcia na wakacje dzieci z zalanej Trześni. Chcą im zapewnić pełne utrzymanie oraz ciepłą i serdeczną opiekę. Poinformowali o tym mieszkańców Trześni i czekają na odpowiedź. Na koniec zapytałem pani Doroty Pelc o powody, które skłoniły mieszkańców Myczkowiec i Zwierzynia do tej wspaniałej akcji. Odpowiedź była najprostsza z możliwych: „Uczyniliśmy to bez powodu, ot ze zwykłej potrzeby serca”.

Jak zakończyć relację z tej wspaniałej dobroczynnej akcji? Podziękowaniem dla mieszkańców? Na pewno tak. Ja jednak powiem coś innego. Jestem dumny, że mieszkam w Bieszczadach, gdzie mieszkają tak wspaniali ludzie jak mieszkańcy Myczkowiec i Zwierzynia.

Marek Prorok

[11/104] Myczkowce - mała parafia z wielkim sercem



Imiê
E-mail
Temat
Tre¶æ
Przepisz kod:

 

© 2003-2012 Nasze Po³oniny - Bieszczadzkie Czasopismo Regionalne

Wykonanie i administracja strony: JWK WebStudio